Ostatni dom

IndeksFAQCalendarSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj


Share | 
 

 Ostatni dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Ostatni dom   Nie Paź 04, 2015 6:16 pm


    Dom mieści się na samym końcu dzielnicy tuż przy niewielkim lasku. Swoją "estetyką" gorszy innych mieszkańców toteż od dawna starali się o jego usunięcie, jednak Phoenix twardo nie chce odsprzedać
    działki, którą dostała od dziadków.

    Pokój dzienny to tak naprawdę małe biuro, w którym pracuje, gdy musi. Ogrom sprzętu i spękane,
    skórzane siedzenie nadają temu pomieszczeniu nietuzinkowy klimat.

    W sypialni znajduje się kolejny komputer, tym razem wypełniony jedynie prywatnymi plikami, które
    lepiej, aby nie ujrzały światła dziennego. Łóżko jest wiecznie niezaścielone, a miejscami walają się
    ubrania - dzięki temu widać, że wciąż tutaj ktoś mieszka.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Nie Paź 04, 2015 10:41 pm

Kryjąc się za ścianą drzew przy skraju lasku z rozkoszą pozwalał otulać się ciemności oraz chłodowi, który otępiał kończyny, jednocześnie wytężał wszystkie zmysły. Stalowoszary wzrok nawet na chwilę nie odrywał się od jakże brzydkiego architektonicznego dzieła, oczywiście skupiając się na najważniejszym dla siebie punkcie – tylnym wejściu. Umiejscowienie drzwi w takim miejscu z całą pewnością było nierozsądne, można wręcz śmiało rzec, że zakrawało o skrajny idiotyzm, ale czy nie było mu to na rękę? Ten dom nie był zabezpieczony systemem alarmowym, zamek tych konkretnych drzwi nie należał do najnowocześniejszych, zatem włamanie się do środka nie mogło przysporzyć większych problemów.
Drugim istotnym punktem obserwacji było jedno z okien, przez które mógł dostrzec pomieszczenie, gdzie obecna była bardzo znikoma jasność, jakby pomieszczenie oświetlał ekran telewizora lub komputera. Właśnie tam znajdowała się panna Blue, kompletnie nieświadoma tego, co ją czeka. Ważne okno znajdowało się w niedalekiej odległości od jeszcze bardziej ważnych drzwi, jednak można było zauważyć, że te dwa elementy nie znajdują się w jednym pomieszczeniu. Kolejne ułatwienie dla włamywacza.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem w podłym uśmieszku, następnie naciągnął na głowę kominiarkę. To musiało być przezabawne połączenie – szyty na miarę garnitur, wypolerowane oksfordy na stopach, skórzane rękawiczki na dłoniach i kominiarka zakrywająca twarz. A w kieszeni garniturowych spodni schowany nóż myśliwski i w dłoni trzymana gruba koperta. Spokojnym, zdeterminowanym krokiem skierował się do drzwi, które otworzył przy pomocy wytrycha. Nie narobił hałasu swym wejściem, więc nadal pozostawał mu element zaskoczenia. Przymknął za sobą drzwi, wyciągnął nóż, który rozłożył i bezszelestnie przeszedł do drugiego pomieszczenia.
Zastał ją siedzącą przy biurku i wpatrzoną w ekran laptopa. Coś namiętnie pisała, potem zaczęła czegoś szukać w morzu plików. Miał szczęście z korzystnego ułożenia biurka w pomieszczeniu. Zaszedł ją od tyłu, najpierw przystawiając jej ostrze do gardła. Nie zakrył jej ust, to wydawało mu się zbyt prostackie, zwłaszcza, że dążył do dialogu. Pochylił się i przysunął usta do jej ucha, drażniąc je swym oddechem. Ileż mogliby mieć razem zabawy, gdyby wylądowali razem na jej łóżku. Miał na nią oko już od trzech tygodni, lecz uważną obserwację rozpoczął dopiero kilka dni temu. Musiał w duchu przyznać, że miał do czynienia z atrakcyjną kobietą. Ta jasna skóra intrygowała go, w końcu była tak podobna do jego własnej.
- Dobry wieczór, panno Blue – wyszeptał do jej ucha niskim głosem, lekko ochrypłym i jednocześnie wibrującym z ekscytacji. Czubkiem noża przesunął po jej szyi, rzecz jasna nie przecinając skóry, ponieważ szkoda by było zostawić na niej niepotrzebny ślad. – Mister Madman się kłania.
Chyba jeszcze trochę pobawi się z jej strachem – gra wstępna stworzy im odpowiedni nastrój. Żal by było od razu przejść do konkretów. Poza tym, chciał nacieszyć się jej osobą, skoro nadarzyła się ku temu dobra okazja.
- To nieładnie kłamać, tak przynajmniej ludzie gadają.
Z jego ust wydobył się krótki chichot, szybko jednak ustał, kiedy czubek noża wspiął się aż do miękkiego policzka. Wtulił wargi w jasne włosy, wtedy też ponownie przyłożył ostrze do jej gardła. Był jakiś taki niezdecydowany, a wszystko z powodu podniecenia. Cieszył się jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę i nie ma pojęcia, co z nią zrobić w pierwszej kolejności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Nie Paź 04, 2015 11:14 pm

Własny dom zwykle wydaje się bezpiecznym miejscem. Ludzie wracają do niego przekonani, że to właśnie tutaj będą w stanie skryć się przed złem tego świata... Potem okazuje się, że twoje zamki były za słabe, drzwi niedostatecznie solidne, a oszczędzenie na systemie alarmowym zapewniło ci ostatnie wakacje przed śmiercią. Phoenix pisała na studiach o takich przypadkach, a teraz od czasu do czasu przynosiła do gazety informacje o takowych, które dla odmiany nie były fałszywe. Czemu nie przyszło jej do głowy, aby uczyć się na błędach innych? Nie chciała. Wiedziała, że zarabiając na życie tak jak to robi teraz drogimi drzwiami i alarmem kupi sobie jedynie kilka minut niepewności. Na cóż ta farsa? Jeśli ktoś będzie chciał jej głowy to może ją przestrzelić nawet przez okno. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że niechcianym gościem będzie ktoś spoza kręgów jej pracodawców. Gdyby ktoś jej to powiedział jakiś czas temu to pewnie... zupełnie nic by nie zmieniła.
Napastliwie stukała w klawisze klawiatury odpisując na jeden z maili od kobiety, którą traktowała jak swoją informatorkę. Bądź co bądź była to przewrażliwiona, podstarzała kobieta, której mąż tylko napędzał jej podejrzliwość, jednak niekiedy dawała jej dobre tropy. Nie mogła przynosić tylko fałszywek. Zbyt szybko by się połapali, albo uznaliby ją za niedorajdę i od razu zwolnili. Obie drogi prowadziły donikąd. Jasny blask bijący od ekranu sprawił, że wszystko wokół wydawało się całkiem czarne, a małe słuchawki w uszach zagłuszały każdy dźwięk, aby tylko nie pamiętała o tym, że nadal istnieje w tej samej rzeczywistości. To był błąd. Gdy dojrzała ruch z boku zdołała jedynie szybko wyciągnąć z uszu słuchawki, które opadły na jej kolana ledwo mijając zbliżający się nóż. Zesztywniała zdezorientowana. Tak samo mógł ją zaskoczyć szef w dobrym humorze, jednak była zasadnicza różnica – szef był zwiastunem niebezpieczeństwa, nie nim samym w sobie. Ciężko wypuściła powietrze, po tym jak przejechał nożem po jej szyi. Miała umrzeć? Teraz? Bez planowania? To nie ona miała podjąć decyzję jak, kiedy i gdzie? Kusząca perspektywa, a jednak w pewien sposób pozostawiała niedosyt. Dotychczas wydawało jej się, że będzie własną śmiercią, a ta chwila przeczyła temu przekonaniu.
- Poderżnij mi gardło, albo przestań wymachiwać swoją zabawką, panie... Madman. – wysyczała. W jej głosie czuć było nutkę niepewności, jednak na próżno szukać w niej dowodu udawanej brawury – Blue rzeczywiście nie wiedziała, czy rozsądnie tak po prostu teraz umrzeć. Po tylu latach czekania na własną śmierć nie chciała umrzeć! Cóż za parszywa ta natura człowieka, że się tak waha w nieodpowiednim momencie. - Kłamać? Nie wiem o co panu chodzi. – parsknęła gniewnie, jednak nadal nie ważyła się drgnąć. Jej żołądek zamienił się w czarną dziurę zasysającą wszystko do środka – jej źródłem był strach, który pomimo wszelakich wątpliwości był zdominowany przez ekscytację. Teraz nie miała możliwości się ruszyć, a co dopiero pobiec do torby po lojalny scyzoryk, który dzisiaj ją zdradził. Zresztą, czy jego rozmiary by coś tutaj wskórały? Musiałaby to doskonale rozegrać, aby mieć szanse. Marne gdybanie, gdy awykonalne jego założenia.
Skrzywiła się, gdy poczuła jego nos i lekki nacisk na włosach. - Czyżby któreś wydanie gazety ugodziło w godność? – zakpiła zaciskając dłoń na krześle. Na przemian była pewna i niepewna. Gdyby tylko myśli były jednolite w tego typu momentach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Pon Paź 05, 2015 12:23 am

Doprawdy, była urocza z tą złością w głosie i ledwo zachowywanym spokojem. Tak, jak przewidział, nie wpadła w panikę, również nie zaczęła od błagań o oszczędzenie jej życia, po prostu zaczęła grać, próbując dostosować się do nowej sytuacji i wypaść jak najlepiej  w narzuconej jej roli. Dama w opałach, która nie wzywa pomocy, bo nauczona została tego, by radzić sobie sama. W każdym razie niepotrzebnie zaczęła od prowokowania napastnika, być może nie dowierzając, iż rzeczywiście pod ostrzem trzyma ją seryjny morderca. A może chciała go zaszokować? Na pewno go rozbawiła, czego zresztą nie krył, zwłaszcza, że jest postawa była najlepszą obietnicą dalszej rozrywki.
- Daj mi się trochę pobawić. Szybkie zabijanie nie jest w moim stylu. Bezmyślne poderżnięcie gardła… - w tym miejscu zawiesił głos, oddalając nieco usta od kobiety. - …byłoby takie nuuudne – dodał z jawnym rozbawieniem przeciągając ostatnie słowo z lubością.
Nadal się ekscytował; zwyczajnie nie mógł powstrzymać się przed wyrażeniem swego szczęścia dla tej nowej sytuacji. Ciało wypełniały mu endorfiny, to one stały za bezczelnym uśmiechem skrytym w kącikach ust. Od początku chciał podejść do sprawy poważnie, ale postanowienie to szybko trafił szlag, gdy panna Blue okazała się jeszcze bardziej seksowna w swym buncie niż sobie wyobrażał. Starała się maskować strach pewnością siebie, lecz ta była budowana na zbyt kruchym fundamencie, aby mogła przetrwać.
- To słodkie, że troszczysz się o moje samopoczucie, ale to zbyteczne – odpowiedział na jej pytanie wymijająco, mrużąc przy tym oczy. – Powinniśmy raczej skupić się na tobie  i na tym, że nie należy kłamać. Choć jesteś słodka, to niegrzeczna z ciebie dziewczynka, prawda?
Nadal trzymając nóż przy jej gardle, wyprostował się i rzucił na jej biurko kopertę, na której namalował szeroko uśmiechnięte usta z wyszczerzonymi zębami. Przejrzy sobie jej zawartość po jego wyjściu, choć nie zapowiadało się na to, by wyszedł tak szybko. Szykował się na długą rozmowę, w której stopniowo odrzucałby infantylne zabawy. Chwycił jej podbródek i zmusił do zadarcia głowy, aby móc spojrzeć w jej jasne oczęta z wyższością i ogromem pasji, która w nim wybuchła.
- Widzisz, wszyscy widzą morderstwa, ale nikt nie widzi w nich misji. Nie ruszałoby mnie to zbytnio, gdyby nie to, że moje przesłanie nie dociera do głównych zainteresowanych. Skoro dziennikarze są orędownikami prawdy, to muszą pisać prawdę w gazetach. Przymknę oko na twoje kłamstewka, jeśli w tej jednej sprawie obiecasz być szczera. Jestem tak wspaniałomyślny, nie sądzisz?
Czy jego motywy były właściwie istotne? Tak naprawdę nie chciał przemawiać jej do rozsądku, po prostu szukał drogi, którą mógłby przekazać tym, których szuka, że ich kolej na skonanie wreszcie się zbliża. Powoli wspinał się po szczebelkach gangsterskiej hierarchii. Każdy jest w stanie wiele powiedzieć po torturach. Oczywiście, nadal daleko mu było do ważnych osobistości z gangsterskiego światka, mimo to nie zamierzał się zniechęcać. Po poznaniu głównych dostawców przeciętnych dilerów, łatwo było dojść do lokalizacji magazynów, a z magazynów do laboratoriów.
Kciukiem przesunął leniwie po jej dolnej wardze, zaraz ją naciągając, aby rozchylić te smakowite usta. Mógłby wsunąć palec do środka, gdyby nie obawiał się pozostawienia śladowej ilości DNA. Ucisk szczęki mógłby sprawić, że zęby przebiłyby się przez rękawiczkę, dzięki czemu dostałyby się do naskórka lub nawet krwi. Zsunął więc kciuk z powrotem na podbródek, żeby nie ulec pokusie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Pon Paź 05, 2015 12:51 am

Prychnęła z pogardą. Jeżeli naprawdę chciał się bawić, to właśnie powiedział jej, że dostała czas, zanim zdecyduje się podjąć konkretniejsze kroki, a to wzbudzało w niej zamknięte dotychczas pokłady pewności siebie. Nie chciał jej zabić? Więc cóż mógłby jej zrobić? Okaleczyć? Ból byłby dobrą motywacją do walki. A jednak siedziała. Nie buntowała się. Nie, jeszcze nie. Teraz była grzecznym zakładnikiem. Jeszcze chwilę, zanim latami tresowany socjopata chcący własnej śmierci spróbuje zgotować ją komuś innemu – a sądząc po faktach mimo wszystko zgotuje ją sobie.
Jedno mogła mu przyznać. Choć jego „pseudonim artystyczny” wzbudzał w niej zażenowanie, to całkiem dobrze go sobie dobrał – rzeczywiście stuknięty był, nie jak ci nastolatkowie piszący w komentarzach do artykułów, które kiedyś pisała dla jednego serwisu internetowego. Czy któreś z nich było kiedyś nim? Pewnie nie. Czy któreś z nich wyrośnie na kogoś takiego jak on? Pewnie nie. Większość ludzi miała skłonność do socjopatii, ale na prawdziwych socjopatów wyrastała zaledwie garstka. Czy ciekawiło ją dlaczego właśnie on się takim stał? Nie, teraz miała ważniejsze sprawy na głowie niż kontemplowanie jego przeszłości. Dla niej był jedynie nożem na gardle, oddechem i głosem – niczym co tworzyłoby całą osobę.
Zmarszczyła czoło. Skąd miałby wiedzieć o jej głównym źródle zarobku? Gangsterzy rzadko się kryli, gdy nie było takiej potrzeby. Mieszkała na uboczu, mogli uciec bez problemu, a kamery tutaj nie sięgały. - Nie wiem o co panu chodzi. Ja? Kłamać? – zaszczebiotała słodko, a jednak z wyraźnie wyczuwalnym jadem. Zaczynała się rozluźniać. Jedynie w gardle tkwiła ta gula, która nie pozwalała jej na wyuczony w pracy, pełen pogardy ton.
Mężczyzna był blisko, miał nóż na jej gardle, a jednak już się nie bała – albo przynajmniej tak sobie wmawiała. Wróciła dłonią do myszki komputera, jakby wcale go za nią nie było. Poruszyła kursorem i po dwóch kliknięciach komputer wyłączył się i jedynie mała dioda monitora migała na niebiesko sygnalizując, że ten musi zostać wyłączony osobno. W czerni ekranu dostrzegła majaczącą sylwetkę swojego oprawcy. Teraz nic nie oświetlało ani jego, ani jej. Drobinki księżycowego blasku starały się wsunąć pomiędzy roletami, jednak na próżno. Utkwili w ciemności. Nie była pewna na ile ten akt swawoli jej się przysłuży, więc poczuła presję, by zwrócić jego uwagę na własną osobę. - Teraz nikt nic nie widzi. – powiedziała krótko i zwilżyła wargi mlaskając cicho. - Jaka teraz będzie prawda, panie Madman? – spytała po krótkiej pauzie.
Starając się by nie wydać żadnego dźwięku sięgnęła do własnej szyi wsuwając opuszki palców pod ostrze. Kość powinna zatrzymać pierwszy ruch jeśli na taki się zdecyduje. Liczyła, że uzyska chwilę wolności, gdy mężczyzna zdecyduje się zapalić światło – w innym wypadku musiałby działać po omacku pozbawiony widoku jej białych włosów, jasnych oczu i skóry, a nawet własnych rąk.
Skoro już wiedziała, że kryje się pod kominiarką, to czuła się zobligowana do powiedzenia kilku słów zbyt wiele. - Lubisz się ukrywać, prawda? Boisz się, że cię rozpoznam? – zapytała, choć zgoła retorycznie wyszczerzając swoje usta w szerokim uśmiechu, którego nie mógł zobaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Pon Paź 05, 2015 8:15 pm

Cień zawodu pojawił się na skrytej pod materiałem kominiarki twarzy wraz z jej reakcją na wieść, że nie straci życia - przynajmniej nie w najbliższym czasie. Smutne było to, że nie była jedyną osobą na jego drodze, która tkwiła w przekonaniu, iż nie ma nic gorszego od śmierci. Dla niego logicznym było widzieć w śmierci ukojenie, kiedy własnymi rękoma zadawał największy ból swym ofiarom za życia. Mógłby się bawić w wyrywanie im paznokci, wybijanie zębów, czy wbijanie ostrzy w ich ciała, oczywiście, jednak zawsze  bardziej efektowne wydawało mu się otwieranie ich skalpelem. Badanie organów na ich oczach to niesamowita rozrywka. Znakomita większość mdlała już od samego widoku, jednak wybrana garstka traciła przytomność przez utratę znaczącej ilości krwi lub po usunięciu pierwszego narządu. Amputacje też się sprawdzały całkiem nieźle – doskonale wymuszały łzy. Jednak w tym świecie liczy się efektowność, więc pozostanie przede wszystkim przy patroszeniu.
Najważniejsze, że panna Blue zaczynała czuć się coraz bardziej swobodnie, co bardzo ułatwiało im tę uroczą pogawędkę. Ale zgrywała przy okazji idiotkę, a to nie mogło budzić zadowolenia. To naturalne, że się wypiera, lecz spieranie się z nią na temat jej dodatkowych dochodów nie miało w sobie nawet grama atrakcyjności. Wyłączyła komputer, w ten sposób pozbawiając ich jedynego źródła światła. Ciemność koiła, budowała odpowiednią atmosferę, zatem pan Madman nie zaniósł się żadną zbyteczną skargą. Spoglądał na nią z góry, niby szacując jej wartość, kiedy tak naprawdę był kuszony przez jej pewność siebie. Naprawdę pięknie układała usta przy wypowiadaniu kolejnych słów, dlatego postanowił nagrodzić ją odpowiedzią na prowokacyjne pytanie.
- Sama będziesz mogła oszacować, gdzie leży prawda. Odpowiedzi znajdziesz w kopercie. Dostaniesz też kolejne, ale wszystko w swoim czasie.
Uniosła dłoń i wsunęła ją pod ostrze – niezbyt mądry ruch, który mógłby rozzłościć amatora. Taka drobnostka nie wytrąciła go z równowagi, został po prostu przyzwyczajony do gwałtowniejszych prób ratowania własnej skóry przez swoje wcześniejsze cele. Nowe pytania rozbawiły go, stały się przyczyną jego śmiechu. Wycofał ostrze i obrócił energicznie fotel, aby panna Blue znalazła się twarzą do niego. Leniwie usiadł naprzeciw niej na łóżku, przyciągnął jej siedzisko bliżej siebie i z uśmiechem przyłożył rozpłaszczoną dłoń do jej klatki piersiowej. Ulokował ją prawie na mostku, nieco przesuniętą do lewej piersi, następnie wsunął ostrze noża między palce – wskazujący i środkowy. To nie była próba molestowana, po prostu ustawił narzędzie w odpowiednim miejscu, aby w razie czego łatwo wbić ostrze między żebra i przebić serce.
- Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ja wcale nie muszę się ukrywać, bo miasto to tak rozpaczliwie mnie potrzebuje – odparł z rozbawieniem, które już od jakiegoś czasu mocno się go trzymało. - Zorientowana dziennikarka, za jaką cię mam, na pewno od razu rozpoznałaby moją twarz.  Tak szpetną mordę niełatwo zapomnieć.
Cóż, ostatnie zdanie było poniekąd prawdziwe, w końcu paskudnych gęb raczej nikt zbyt łatwo nie zapomina. Jednak pod kominiarką kryła się całkiem przystojna twarz. Ale czy naprawdę ją to interesowało? Teraz powinna być bardziej zajęta ręką znajdującą się pomiędzy jej piersiami – całkiem kształtnymi piersiami, trzeba dodać.
- Opowiedz mi o tych wpływowych ludziach, którym pomagasz swoimi kłamstwami wypisywanymi w gazecie – poprosił jak najbardziej urzekającym głosem, gdy ten przybrał na uprzejmości i łagodności. - Ich pośrednicy bywają gadatliwi. Powinnaś być bardziej ostrożna, ptaszyno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Pon Paź 05, 2015 9:03 pm

Drgnęła, gdy poczuła, że zabrał ostrze z jej krtani. Ciemność ukrywała odpowiedzi – czy tylko trochę się odsunął, czy dostatecznie, by podjąć jakieś działanie bez samodzielnego nabijania się na ostrze? Pokój był zbyt mały, aby móc ryzykować ze sprawdzaniem. Dopiero, gdy przyciągał do siebie krzesło, na którym siedziała była skora się poderwać, ale wtedy było już za późno; czuła nacisk jego dłoni i chłód, który nagabywał do podporządkowania się woli oprawcy.
Mówił, mówił dużo, mówił za dużo. Nie chciał jej zabić, miał co do niej plany – czemu cały czas upewniał się, że może łatwo odebrać jej życie? Jeśli koperta rzeczywiście zawierała wszystkie odpowiedzi, to jedynym zagrożeniem było to, że za nim ruszy. Phoenix miała całkiem przeciętne zdolności bojowe pod względem fizycznym – psychicznie nie miała ograniczeń, bo nie bała się śmierci. Gdyby tylko o to chodziło to zostawiłby kopertę w skrzynce pocztowej. Przyszedł osobiście, bo miało to większy sens. Chciał się nad nią pastwić? Tak przynajmniej myślała. Jeśli miała racje – co wcale by się jej nie podobało – to musiała znaleźć sposób na pozbycie się go. Miał nad nią przewagę w świecie materialnym, więc pozostawało jej zdobycie jej dominacji niewerbalnej. Socjopaci działali inaczej niż zwykli ludzie, więc zadanie było trudne, szczególnie z jej znikomą wiedzą, jednak nie widziała innego wyjścia. Miała siedzieć w ciszy i liczyć, że sobie pójdzie nie robiąc jej problemów, choć pofatygował się do niej osobiście? Nawet nie liczyła, że po prostu chciał z  nią wypić herbatę.
- Skoro nie chcesz mnie zabić to po co ten nóż? Martwa nie otworzę koperty. – niekiedy najlepszą drogą do odpowiedzi było pytanie. Był towarzyski jak na psychopatę, to może jest jednym z tych, którzy lubią sobie pogadać. Zawsze jakiś punkt zaczepienia, gdy będzie starała się cholerę znaleźć. Nie żeby na co dzień nie byli zupełnie inni, jednak wszystko zawsze jakoś pokrętnie się łączyło. Zapamiętała sobie jego głos i oczy, a to już jakiś początek. Uprzejmie byłoby go znaleźć i wysłać kosz pełen owoców do domu – najlepiej wypełnionych trucizną. Niby wykazywał nieprzyjemnie dużą wiedzę na temat jej pracy, więc mógł być jednym z członków któregoś gangu – tylko, że oni wiedzieli jak sami działają, więc danych na temat drugiego ganku nie byli w stanie zdobyć, bo sami nie pozostawiali po sobie śladów. Musiał być spoza. Tylko po co komu pchać się w to błoto? Ach, nie kwestionujmy racjonalnych decyzji psychopatów. I tak istniała niewielka szansa, że go zrozumie pomimo własnego, niekorzystnego stanu psychicznego.
- Jeśli jesteś bohaterem to biegaj w pelerynie, a nie kominiarce. – parsknęła. Czy to miasto go potrzebowało? Cóż, to miasto potrzebowało wielu rzeczy, ale na pewno nie kolejnego stukniętego. W tym wypadku jedyne co było potrzebne do duży ładunek wybuchowy, żeby to z ziemią zrównać. Nie żeby nie myślała nad pożegnaniem się ze światem poprzez wybuch, jednak zasobność portfela mocno ograniczała jej fantazję.
- Widziałam wiele okropnych mord. Uwierz mi, co najwyżej wmieszasz się w tłum twarzy, których staram się nie pamiętać. Nie masz czego się wstydzić. – zakpiła. Jej płytki, pełen obawy przed nożem oddech kontrastował z jej postawą. Po raz enty ciało i umysł nie chciały współpracować, choć tworzyły jedność. Nawet nie liczyła, że go zobaczy. W jej życiu nic nie było proste. Odwdzięczenie się za odebranie wieczoru spędzonego z pracą też takie być nie mogło.
Uniosła dłoń i ułożyła ją na jego przedramieniu. Nie zaciskała uścisku – nie dawała swoją postawą do zrozumienia, że zamierza się bronić. Wręcz przeciwnie, zaczynała być potulna jak baranek. - Gdybym wiedziała kim są, byłabym martwa. – nie mogła uwierzyć, że zakładał, że mogła coś wiedzieć. Skąd? Z nią obchodzili się uważniej, niż dilerzy z prywatnością swoich klientów. - Nie wiem co ci ktoś nagadał, ale nie odwiedzają mnie na herbatkę. – wytłumaczyła mu coś, co było dla niej do bólu oczywiste, a jednak takim mogło nie być. - Zakładam, że pan, panie Madman, również mnie nie odwiedził w tym celu. – nieoczekiwanie stała się słodka do tego poziomu, że próchnica wyniszczała zęby w kilka sekund. Nawet nie było słychać jadu – widocznie wzięła sobie do serca obecność noża przy tymże narządzie. - Co nie znaczy, że nasza relacja musi pozostawać tak... oschła. – dodała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Pon Paź 05, 2015 11:12 pm

- Och – wyrzucił z siebie w formie westchnięcia, aby podzielić się z panną Blue swoim zaskoczeniem. Zwyczajnie nie spodziewał się takiego pytania, zwłaszcza, że odpowiedź wydawała mu się niebywale oczywista. Problem był nie z samym nożem, lecz z perspektywą patrzenia na niego. Dla wielu broń - niezależnie od jej rodzaju - miała stanowić przedmiot groźby; taki pogląd w obecnym położeniu kobiety byłby jak najbardziej słuszny. Inni taki nóż, rzecz jasna w zupełnie odwrotnej sytuacji, kiedy wszedłby w posiadanie ofiary, uznaliby za doskonały przedmiot do obrony. A jak na ten konkretny przedmiot mógł patrzeć psychopata? – To po prostu próba zobrazowania zasad naszej współpracy.
Jeszcze nie zamierzał zdradzać tych wspomnianych zasad, więc jedynie uśmiechnął się z wrodzonym wdziękiem, odrobinę dociskając czubek noża do ciała, zachowując przy tym wystarczającą ostrożność, aby nie zranić atrakcyjnego ciała. Wolał nie zniechęcać kobiety do swojej osoby jeszcze bardziej, mimo to droczył się z nią dalej. Zbyt miło było czuć pod palcami ciężkie bicie jej serca oraz ruch unoszącej się klatki piersiowej, żeby ot tak z tego zrezygnował. Obecność noża była konieczna do utrzymania jej temperamentu w ryzach. Smakował powoli jej strach.
- Nie tylko bohaterowie są potrzebni – skwitował krótko, wykazując się doskonałym opanowaniem. Szkoda mu było tracić czas na czczą dyskusję, w końcu przybył w to miejsce z powodu interesów. Wcale nie zależało mu na poprawnym przedstawieniu jego osoby czy motywów, chciał raczej nastraszyć najwyżej postawionych ludzi w hierarchii obu gangów i wymusić na nich reakcję. Im bardziej gwałtowna odpowiedź na jego zew, tym korzystniej dla niego. Niech w szale odsłonią słabe strony, wyjdą z ukrycia i pokażą swe prawdziwe oblicza.
Gdy chwyciła jego przedramię, zmarszczył brwi i zmrużył oczy w czasie, gdy rzucał dziennikarce podejrzliwe spojrzenie. Już szykował się do jej rozpaczliwej próby wyswobodzenia, tymczasem ta nie nadeszła. Za to nadeszły słowa, które nie wzbudziły w nim żadnych uczuć. Łudził się, że być może jakiś tajemniczy klient kobiety nie zachował wszystkich środków ostrożności, jednak musiał zejść na ziemię wraz z rozczarowaniem. Liczył na gwiazdkę z nieba i przeliczył się. Pozostała mu tylko gorycz, z którą rzekł: - I rozsądnie nie próbowałaś odkryć, czyje grzeszki zamiatasz pod dywan.
Chętnie wypiłby w tak uroczym towarzystwie herbatkę, aczkolwiek nie pozwoliłby sobie na jej posłodzenie, w końcu otrzymał tyle słodyczy ze strony gospodyni. Wykrzywił więc usta w chytrym uśmieszku, leniwie wycofując dłoń, którą napierał na jej klatkę piersiową. Oderwał też nóż, zatrzymał go centymetr przed jej ciałem, następnie uniósł go na wysokość szyi. Delikatną skórę zapoznał z chłodem metalu, przykładając do niej płaską stronę głowni.
- Kusisz, panno Blue – zaczął zmysłowo niskim głosem, prawie cedząc każde słowo, by rozkoszować się nim samym koniuszkiem języka. – Dobrze, że nie ulegam tak łatwo pokusom.
Zarysował tę granicę już przed samym spotkaniem, w końcu nie mógł poddać się płochym pragnieniom. Przyszedł tu w konkretnym celu i pozostało mu jedynie go wyjawić. Odsunął fotel, powstał na równe nogi i za pomocą grzbietu noża zadarł kobiecy podbródek.
- Zależność między nami jest prosta: ty przekazujesz zdobyte ode mnie materiały gazecie, a po publikacji policji, ja natomiast nie wbijam ci noża w serce. To dość oschłe, ale nie potrzebujemy komplikować tego sentymentami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Wto Paź 06, 2015 7:43 pm

Uśmiechnęła się. Nóż na klatce piersiowej obrazem współpracy? - Ostra i bliska sercu? – spytała nie oczekując jego odpowiedzi. „Zimna i śmiercionośna” też by pasowało, jednak po cóż nadmiernie psuć sobie humor, gdy można się uśmiać przed śmiercią. Z czasem przyzwyczaiła się do sytuacji, w której się znalazła i nie czuła większego stresu, po którym zostały już w sumie tylko bardzo powoli rozluźniające się mięśnie. Nie wiedziała czy doigra się i skończy z nożem między żebrami, ale czy to było ważne? Na próżno martwić się kwestiami, które od nas nie zależały. Co prawda jej słowa mogły być gwoździem do trumny, choć...
Phoenix próbowała sprawdzić, kto dawał jej zarobek w momentach, gdy nawracała do niej nadzieja na to, że świat wcale nie musi być tak zły, jakim go uczyniono. Jedyne co jej to niosło to przeszkody, które z czasem zatrzymały ją w miejscu. Bardzo... stanowcze przeszkody.
    Mokra od cieczy skóra. Czy to mogła być benzyna? Wypełniony skrzepami krwi nos nie pozwalał wyczuć jakiegokolwiek zapachu, a napuchnięte powieki przysłaniały cały świat. Nie krzyczała. Nie miała po co. To tylko dawało im satysfakcję, a oni nawet nie chcieli jej zabić – ta jakże wykwintna niespodzianka przecież miała być tylko „pouczeniem”. A co jeśli jednak zmienili zdanie? Mieli kogoś na jej miejsce? Była dla nich bezużyteczna? Uścisk na karku wydarł ją z siedzenia. Kiedy ją odwiązali? Naprawdę oberwała w głowę tak mocno, by jeszcze i słuch stracić? Nie opierała się. Nie lubili tego, ale nie słyszała ich narzekań. Byli drapieżnikami, a nie padlinożercami – oczekiwali, że będą mogli się zabawić zwierzyną.
    Głowa w wodzie. Nie wierzgała, to jedynie utrudniało wstrzymywanie oddechu. Gdy brakło jej tchu sztywniała i wtedy ją wyciągali. Raz próbowała udawać, jednak zorientowali się, że zbyt szybko i nim zdołała zaczerpnąć powietrza złamali jej nos – albo zmiażdżyli do końca to co już wcześniej zostało złamane. Nigdy nie czerpała satysfakcji z bólu, jednak tym razem było inaczej. Nie sprawiał jej przyjemności, jednak maniakalnie ją bawił. Gdy znowu usadzili ją na znajomym krześle zaczęła się śmiać. Pewnie rżałaby tam w najlepsze słysząc ich stłumione bluzgi, jednak objawy dobrego humoru zostały stłumione przez celny cios, który pozbawił ją przytomności. Potem obudziła się w krzakach na tyle domu. Pierwsza i ostatnia przygoda z zabawą w bohatera.
- Zaiste, rozsądnie. – przytaknęła mu. W głębi ciała zaczynało jej się zbierać na śmiech. Ten sam, pełen sprzecznych emocji śmiech, który mógł być jej ostatnim i nie wykluczone, że będzie. Tryb życia jej nie służył, bo jej życie praktycznie nie istniało. Była już tylko wrakiem niosącym resztki człowieczeństwa w ramiona śmierci, która obiecała się nimi zaopiekować, jeśli odpowiednio je zapakuje. Czy pakunkiem miał być nóż? Cóż za pospolity pomysł. Skok z wysokości, utopienie, kwas, detonacja... Były odrobinę mniej sztampowe sposoby, choć już wielokrotnie przerobione przez jej poprzedników.
Osunęła się leniwie w siedzeniu, gdy nóż przestał ciążyć jej sercu. Szyja była odrobinę wygodniejsza – nie ruszała się tak bardzo. Właściwie gdyby spojrzeć na to poetycko, to nóż był teraz kochankiem składającym zimne pocałunki na jej skórze; być może ostatnie oznaki czułości. - Jedyne co kuszę, to los. – skwitowała. Zaczynała wierzyć, że świat i wszystko co z nim związane właśnie przez przeznaczenie zostało przeklęte, by nieustannie chylić się ku upadkowi. W tym i ona – jeśli jakiś niepoznany pierwiastek wpływający na świat nadał priorytet jej końcowi to niebawem się go doczeka niezależnie od własnego zachowania. Najpewniej słodko się okłamywała, by zsunąć ze swoich barków ciężar odpowiedzialności.
Uniosła podbródek jakby od niechcenia, zmęczona wyciągniętymi wprost z teatru, przerysowanymi ruchami. Właściwie życie było sceną, a oni aktorami, więc po cóż się ograniczać? - Czemu sam tego nie zrobisz? Boisz się, że tak łatwo cię namierzyć? – zapytała nie oczekując odpowiedzi. I tak jej uniknie. - Dopiero co nazwał mnie pan, Mister Madman, kłamcą, a teraz oczekuje, że zadeklaruję bycie narzędziem i rzeczywiście dostosuję się do swojej deklaracji ignorując idące za nią konsekwencje. Nadgorliwi oskarżą mnie o to, że jestem bezpośrednio powiązana i wbiją mi nóż w plecy, a jeśli zbyt nagnę prawdę to zapewne doczekam się następnej wizyty. W obu przypadkach kończę związana z nożem bliską relacją. – zaśmiała się pogardliwie. - Nie mam interesu w wybieraniu nadanej przez pana daty śmierci, a nie udowodniono mi w żaden sposób, czemu miałaby być lepsza. – dodała od razu. Stawiał ją w bardzo niekomfortowej sytuacji. Stała na skrawku ziemi pomiędzy dwiema przepaściami, które w istocie stanowiły jedność i zależnie od balansu ciała szybciej, czy też później miała spaść. Doprawdy, interes życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Sro Paź 07, 2015 9:27 pm

Wysłuchując tego, co kobieta miała do powiedzenia, wykazał się ogromnym pokładem cierpliwości i zrozumienia. Jej bunt nijak nie był mu na rękę, o wiele lepiej by było, gdyby zamilkła i posłusznie wykonywała wszystkie jego polecenia. Cóż, musiała podjąć próbę obrony, w końcu znalazła się między młotem a kowadłem. Współpracuje z wpływowymi ludźmi i nawet jeśli nigdy nie spotkała ich osobiście, to jednak musi przewidywać ich ruchy oraz domyślać się ich opinii na różne tematy. Z pewnością nie wszyscy klienci będą zadowoleni z faktu, że nagle do rąk wpadają jej materiały, które pogrążają nie tylko seryjnego mordercę, ale również gangi i prowadzących z nimi ciemne interesy biznesmenów, a nawet polityków. Przecież nie ma wyboru, prawo odmowy jej nie przysługuje.
- Gdyby łatwo mnie było namierzyć, wąchałbym już kwiatki od spodu – odparł chłodno, marszcząc nieprzyjemnie brwi wraz z przymrużeniem oczu. Ta zabawna pogawędka nagle przybrała kształt nużącej rozmowy, w której najwięcej ma do powiedzenia strona teoretycznie pozbawiona prawa głosu. Na kolejne słowa dziennikarki wywrócił oczami i pochylił się nad jej twarzą, aby znalazła się pod większą presją. Skoro nóż nie robił już na niej odpowiedniego wrażenia, to może bliskość dokona cudu. Podrażnił jej wargi ciężkim oddechem, gdy opuszkami palców przesunął po gładkim policzku.
- Potrzebuję pośrednika w gazecie, aby zadbał o moje interesy. Wolałbym, żeby nie skupiano się tylko na mordach dokonywanych przeze mnie, nie zależy mi na sławie. Dam ci wiele ciekawszych tematów na artykuł. Jeśli jednak nastąpi dla ciebie konflikt interesów, możesz je podrzucić komuś innemu, nieprawdaż?
Wyprostował się, po czym wydobył z głębi siebie westchnięcie pełne rozczarowania. Na swój sposób poczuł się zrezygnowany, ponieważ w żadnym swym scenariuszu nie planował jej zabić. Przecież była mu potrzebna żywa. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się zabić niewinnej osoby. Nawet jego rodzice zasłużyli na marny koniec, tak samo, jak wszyscy ci podrzędni członkowie gangów stanowiący idealny przykład zmarnowanej materii ludzkiej.
- Może cię rozczaruję, ale nie masz co liczyć na śmierć z mojej ręki. Co najwyżej mogę cię dotkliwie zranić. Nic do ciebie nie mam, przynajmniej na razie.
Uśmiechnął się do niej szeroko i znów pogładził jej policzek, wcale nie licząc się z tym, ze może nie mieć ochoty na podobne gesty z jego strony. Zapewne nie uśmiechało jej się być dotykaną przez mężczyznę grożącego jej nożem. Ale w tej chwili jej zdanie nie ma znaczenia, gdyż to nie ona trzyma broń.
- Wcale nie bawię się w bohatera, chcę tylko zniszczyć tych, którzy odebrali mi wszystko. Nie warto pomóc człowiekowi usuwającemu brud z ulic tego miasta?
Chora teoria chorego umysłu.
- Przemyśl to – doradził jej jeszcze, cofając nóż z jej krtani. Czekał na odpowiedź, jakikolwiek ruch, choć nie miał całej wieczności. – Jednak oczekiwałbym odpowiedzi już teraz. Nie mogę odmówić ci uroku i chętnie zostałbym z tobą nieco dłużej, ale czekają na mnie niecierpiące zwłoki interesy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SKORUMPOWANA
SKORUMPOWANA
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Sro Paź 07, 2015 10:41 pm

Po całej początkowej szopce socjopata okazał się zaskakująco ludzki. Nie przyszedł tutaj w celu bycia socjopatą w towarzystwie – chciał powierzyć jej wielką misję udzielenia mu pomocy w wyplenieniu kreatur zamieszkujących to miasto. Bawiło ją to, trudno zaprzeczyć, a jednak nadal była w niej ta młoda, naiwna dziewczyna, która wierzyła w to, że świat może stać się lepszy. Nie podejmowała decyzji ze względu na strach, a ze względu na tę starą osobowość, która podszeptywała jej z tyłu głowy, że to będzie rozsądne rozwiązanie.
Nie przeszkadzał jej jego dotyk. Na swój sposób był nawet przyjemny, zważywszy na to, że jej gość zauważył, iż nóż wcale nie był uniwersalnym narzędziem. Był zrezygnowany. Jednak była dostatecznie irytującą kreaturą, żeby każdego zamęczyć – rzecz jasna, jeśli nie została przez ten cały czas uśmiercona. Jej twarz złagodniała, a ciało było już całkiem rozluźnione, co było całkiem przyzwoitym wyczynem – w końcu gościła nieproszonego mężczyznę z bronią, a potrafiła przy tym zachować godność nosząc piżamę w postaci t-shirtu i spodenek tak krótkich, że mogłyby uchodzić za pasek. Kiedyś wpisze sobie to do CV. Na przykład w czyśćcu.
- Zrobię to raz. Jeśli nie odwiedzą mnie równie miłe osoby co pan, to jestem skłonna podjąć długoterminową współpracę. – oświadczyła, chcąc dać sobie jak i jemu ukojenie. Podjęcie decyzji było swego rodzaju uwolnieniem się, a przynajmniej od wątpliwości – w teorii przecież miała nie zmienić zdania. Zresztą, na co to jej było? Jeśli mu się uda to będzie bezpieczna i bez pieniędzy po zapłaceniu rat kredytu. Fantastyczna perspektywa na życie. Wypadałoby się dowiedzieć, czy istnieje inne, równie zdemoralizowane miasto potrzebujące osoby na stanowisko beznadziejnego człowieka, gotowego do sabotowania zwykłych ludzi na rzecz tych, których kiedyś nienawidziła.
- Usatysfakcjonowany? – spytała. Co teraz? Dopiął swego, a ten piskliwy głos z tyłu głowy pewnie odwiedzie ją od planu odszukania go i ujawnienia jego tożsamości mafii. Po chwili już całkiem nie wierzyła, że mu się uda. Było zbyt wielu chętnych do łatwego zarobku, aby ilość kryminalistów mogła zacząć się pomniejszać pod wpływem jednej osoby. Policja zapewne była na równi lub w połowie tak skorumpowana jak ona. Miał umrzeć za swoje idee? Skąd to ją nagle interesowało? Nie jej życie, nie jej decyzja, choć dopiero co mógł decydować o jej własnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Ostatni dom   Czw Paź 08, 2015 12:15 am

Dotykał jej, a ona dawała się dotykać. Muśnięcie policzka, niby nic wielkiego, lecz w podobnej sytuacji stanowiło dziwny kontrast dla noża zachowawczo trzymanego między ich ciałami. W tej chwili mężczyzna był w stanie jedynie z żalem stwierdzić, iż nie zapozna się w pełni z fakturą miękkiej skóry. Sam ruch palców wskazywał na to, że policzek jest gładki, jednak skryte pod materiałem rękawiczek opuszki nie mogły potwierdzić tej gładkości. Przynajmniej jego dłoń nie została odrzucona – pierwszy dobrze wróżący znak.
Przypuszczał, że dziennikarka zmieni nastawienie, kiedy subtelnie zaproponuje jej spojrzeć na całą sprawę pod innym kątem, jednak nie sądził, że nastąpi to tak szybko. Rzecz jasna wcale nie rwała się do współpracy, właściwie zostawiła sobie na wszelki wypadek drogę odwrotu, niczego nie obiecując. I raczej nie będzie próbować go szukać, to przyniosłoby jej jedynie kłopoty, których i tak ma już zanadto. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie gnał za osobą mogącą ją zabić, zwłaszcza, gdy ma się całą gromadę podobnych person na karku. Czy panna Blue sama nie zgotowała sobie tego losu? Udowodniła już, że jest rozsądną osobą, zatem skupi się na rzeczach, których rzeczywiście może dokonać.
- Nie taki diabeł straszny, jak go malują – wyrzucił z siebie szeptem, unosząc przy tym kąciki ust w tajemniczym uśmieszku. Bawiła go myśl, że szaleniec, idąc jego tokiem myślenia, wyszedł na wybawiciela miasta. Śmieszne było też to, że w zadaniu zbawienia Berkley miała mu pomagać skorumpowana dziennikarka. Oczywiście, tajemniczy Madman nie cieszył się dobrą sławą, na co wskazywał choćby jego pseudonim. Nie okrzyknął się sam wariatem, to dziennikarze chętnie go tym mianem ochrzcili. Kreowanie tak mrocznej postaci od początku stanowiło dla niego rozrywkę, przy okazji rozwinęło mu skrzydła. Być może tak chaotyczne działanie w pojedynkę nie jest łatwe, ale przynosi efekty. Mniej dilerów na ulicach to zawsze powód do świętowania, choć niekoniecznie jest to dziełem policji.
- Uszczęśliwiłaś mnie tak, jak żadna inna kobieta wcześniej – odpowiedział z jawnym rozbawieniem, w tym samym momencie całkiem przysuwając nóż do siebie, aby nie męczyć jej dłużej jego widokiem. Osiągnął swój cel, więc nie zamierzał dalej grać.
Nie odwracając się od niej, powoli wycofywał się w stronę drugiego pomieszczenia. Mimo wszystko nie mógł jej do końca zaufać, tak przynajmniej podpowiadał mu instynkt samozachowawczy.
- Dobranoc.
Z tym słowem na ustach opuścił sypialnię, następnie błyskawicznie skierował się do tylnich drzwi, aby opuścić obce domostwo. Uciekł w lasek, znów wtapiając się pomiędzy drzewa, chłód i ciemność.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ostatni dom   

Powrót do góry Go down
 
Ostatni dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ostatni potomek smoka-POSTAĆ SPECJALNA

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
When no one knows your name :: Berkley :: Dzielnice mieszkalne :: Dzielnica „ Hunslow”-