D. - When no one knows your name

IndeksFAQCalendarSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj


Share | 
 

 D.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
KOMISARZ
KOMISARZ
avatar


PisanieTemat: D.   Czw Paź 01, 2015 11:26 pm




{ (nie) kompletne drzewo genealogiczne }
Estell
żona i matka, {lat pięćdziesiąt trzy}, beznadziejna romantyczka zakochana w florze i faunie. Prowadzi małą kwiaciarnie nad morzem Irlandzkim. Tworzy fikuśnie kompozycje kwiatowe inspirując się samą naturą czy sztuką, która jest jej drugą miłością. Ciepła, dobroduszna kobieta, która poświęciła całe swoje życie rodzinie. Bezwarunkowo kocha swego męża oraz syna.
Theodor
mąż i ojciec, {lat pięćdziesiąt siedem}, spokojny, wyważony człowiek o surowej twarzy. Zawodowy żołnierz, który zasady surowej wojskowej musztry z wielkim zamiłowaniem wykorzystywał w wychowywaniu syna. I choć czasami udało się go obłaskawić łagodnością i niewinnością żony, to jednak zawsze trzymał się powziętych celów, że nie da zrobić ze swojego syna cioty.
{ orientacja (nie) w terenie }
Dziwki, nawet sterowanym kijem na pilota przez szmatę nie dotknie, choć sam w tym biznesie dorabia. Może im rozkazywać, wszakże mężczyzna wręcz się urodził do wydawania poleceń. Interesuje się wszystkim co zdrowie, biega i na drzewo ucieka, o ile nie jest:
- dziwką;
- dzieciakiem;
- bezrozumną amebą czy innym pierwotniakiem;
- dziwką.


{ czym się tak naprawdę (nie) zajmuje }
Śpi teraz spokojnie, w jasnej, świeżej pościeli, zmęczony po całym dniu ciężkiej pracy - człowiek trzymający w rekach życia i stabilizację finansową zatrważającej liczby ludzi. Kobiet i mężczyzn, różnej narodowości i koloru skóry. Od obiektów boleśnie zwykłych, przez przyciągające wzrok nowości, po gatunki bardzo egzotyczne. A cały świat dzieli się przed tym człowiekiem już tylko na klientów i pracowników - i ci piersi mają portfele wypchane, a drudzy - wypychane. I nie tylko portfele.  Obrót z jakim zmonopolizował miejski rynek fiskalny przyprawił konkurencje o pozabijanie ich małych burdelików drewnianymi dechami, i przeniósł wątpliwy pod względem moralności interes na zupełnie nowy poziom. Razem z obsługiwaną tam klientelą. Stał się właścicielem Piekła i Nieba – splatających się gładko w kilku budynkach starannie rozmieszczonych w różnych punktach miasta.

Wysoko postawiony komisarz ścigający wszelkie plugastwa rozprzestrzeniające się po Berkley. Natomiast w wolnych chwilach ma przyjemność zajmować się swoim kwitnącym czarnym interesem mającym na celu handel żywym towarem. Ot takie hobby dojrzałego mężczyzny.



{ dante jaki jest każdy widzi }
salon Kiton – 66 Oxford Street, koło dziesiątej rano

- Nie uwierzysz! - zapiszczała uradowana dziewczyna, kiedy udało jej się odnaleźć na zapleczu przyjaciółkę. Szybko podchwyciła ją pod ramię i wbrew jej woli pociągnęła w stronę kanapy przypominającej starodawny szezlong obity czerwonym aksamitem.
- No już, już. Mów co takiego się stało pod moją nieobecność. - westchnęła zrezygnowana, ponieważ i tak doskonale wiedziała, że na nic zdadzą się jakiekolwiek protesty z jej strony. Zamiast tego usiadła w miarę wygodnie, o ile można było mówić o wygodzie, gdy towarzyszka rozmowy ściskała twoją rękę jakby co najmniej była piłeczką antystresową podarowaną przez miłosiernego psychiatrę.
- Słuchaj i nie marudź! - no więc grzecznie słuchała. - Przyszedł wczoraj mój przyszły mąż!
- Znowu?
- Tym razem to już pewne! Jest idealny.
- No dobra, ale co z tym Hiszpanem, o którym mi opowiadałaś w zeszłym tygodniu?
- O matko! Ty mnie w ogóle nie słuchasz. Przecież z nim zerwałam w niedzielę. Był beznadziejny.
- A ten niby w jaki sposób różni się od niego czy któregokolwiek poprzedniego męża? - wypowiedziała ostatnie słowo z wyraźną ironią w głosie, jak za każdym razem, gdy Jessica opowiadała o kimś, kogo kompletnie nie znała, że z pewnością w najbliższej przyszłości wezmą bajkowy ślub a on okaże się rycerzem na białym koniu i pokaźnym majątkiem w jakimś odległym, zapewne ciepłym kraju.
- Mówię Ci, ze tamto już skończone, ale pan Berkovitz… - rozmarzyła się na samo wspomnienie mężczyzny o przenikliwym spojrzeniu, które z pewnością można było porównać do lodowca czy wieczornego nieba.
- T-ten Berkovitz?! Masz na myśli komisarza Berkovitza?! - prawie podskoczyła w miejscu, ale Jessica skutecznie przytrzymała ją za wciąż zamkniętą rękę w jej dłoni. Pokręciła jeszcze nagannie głową, jakby Diana zrobiła coś niedobrego.
- Ciszej! Jeszcze Maksymilian Cię usłyszy, a wtedy obydwie oberwiemy za plotkowanie. - westchnęła, bo zrozumiała, że przyjaciółka wcale, ale to wcale nie pochwala jej wyboru, a co gorsza ma ten typowy dla siebie osądzający wzrok.
- Przepraszam. Miałaś mi o nim opowiedzieć. - poprosiła ugodowym głosem, wymuszając całkiem ładny i nawet nie tak sztuczny uśmiech, którym zapewne ugłaskała zranioną dumę dziewczyny.
- Proszę Cię! On jest wspaniały. Właściwie spełnia praktycznie wszystkie moje wymagania. Oczywiście pod względem wyglądu. Owszem nie znam jego charakteru, ale ktoś tak przystojny nie może być potworem, prawda? Może zacznijmy od tego, że mierzy prawie dwa metry! Rozumiesz to? Prawie dwa metry! To cud. Już myślałam, ze nigdy nie znajdę mężczyzny wyższego, a co ważniejsze, naprawdę wyższego ode mnie tak bym mogła spokojnie założyć obcasy. No bo jak to wygląda gdy kobieta mająca prawie metr osiemdziesiąt wkłada choćby ledwo dziesiątki i już jest równa ze swoim mężczyzną. Przy nim nie musiałabym się martwić o takie rzeczy i nie patrz tak! To naprawdę ważna kwestia. Ty tego nie rozumiesz, bo jesteś drobna i delikatna, a ja? Przy większości facetów czuję się jak wielka tyka, jak Guliwer! Też chciałabym się poczuć jak filigranowa kobietka, a nie wielki babszytl. Z resztą wzrost to nie wszystko. Wygląda jak wyglądać powinien, świetnie zbudowany, o pięknie zarysowanych mięśniach, ach…! Uwielbiam gdy Maksymilian mierzy ich tą swoją miarką bez zbędnych ubrań i wtedy można wszystko zobaczyć i jeszcze jak nas potrzebuje przy tym, znaczy mnie! Zapisywałam wszystkie wymiary i dokładnie wiem jaki ma rozstaw ramion czy rozpiętość rąk. Niby nic ciekawego, ale te mięśnie! Nie przesadzone, w końcu nie wygląda na kulturystę, ale założę się, że coś ćwiczy. Może chodzi na basen? Mówiłaś, że jest z policji, to z pewnością mają obowiązkowe treningi, np. z samoobrony. Mogłabym być jego workiem treningowym… Ale słuchaj! Mówiłam Ci, że nie lubię mężczyzn z długimi włosami, rpawda? No to zgadnij co! Ma długie czarne włosy, ale wygląda genialnie. Szczególnie jak miał je związane w taki luźny kucyk. Sięgały mu trochę za ramiona i mimo mojej początkowej niechęci musiałam stwierdzić, że jest mu w nich do twarzy. A te kości policzkowe! A ta szczęka! No bajka. I te cudne nieskończenie niebieskie oczy, jakby dwa szmaragdy zamiast tęczówek. Mienią się jak brylanty, które mógłby mi dawać każdego dnia.
- Ekhem… brylanty? Jessica czy ty się dobrze czujesz? Oczy nie wyglądają jak brylanty, nawet jak jesteś zauroczona, to wciąż są tylko oczy.
- Przestań. Nie znasz się! To wspaniały mężczyzna. Z pewnością wiele kobiet szaleje na jego punkcie, ale to ja zdobyłam jego serce. Dziękował mi za moją pracę, był szarmancki i cudownie się z nim rozmawiało, gdy Maksymilian poszedł na zaplecze po guziki. Ma klasę. Przyszedł w równie wspaniałym garniturze jak nasze. Nie zdziwiłabym się jakby ubierał się tak codziennie, przynajmniej wie, że mężczyzna najlepiej prezentuje się w szytym na miarę, świetnie dopasowanym garniturze. Tobie też by się spodobał. Mówiłaś, że lubisz czarnych. Co prawda jest… no pawie blady, może normalny, ale z pewnością nie śniady, ale mimo to świetnie wygląda, choć nie nosi zarosty, ale i tak wygląda naprawdę męsko! Zdecydowanie zostanie moim mężem!


{ natomiast jaki może być (i nie jest), lepiej nie wiedzieć }
Przede wszystkim paskudny. W żadnym wypadku nie można nazwać tego człowieka przyjemnym. Pod każdym możliwym względem przejawia demoniczną naturę ostatniego skurwiela. Przeżarty do cna przez zgniliznę moralną szerzącą się w całym jego organizmie, nie ma choćby mowy o tym by móc się dopatrzeć w nim czego˜ś dobrego. Od palców u stóp aż po czubek głowy jest esencją wszystkiego, co najgorsze na tym świecie (wliczając w to katastrofy naturalne, głód i biedę w Afryce czy czarną dziurę). Dante nie tylko takim się urodziłˆ, bo dla nikogo nie jest tajemnicą, że od urodzeniaˆ był wyjątkowo złym dzieckiem. Co prawda nigdy nie znęcał się nad zwierzętami (swoją drogą są to jedyne istoty na ˜wiecie, do których nie ma jakiś˜ szczególnej awersji), ale od zawsze byłˆ złośliwym gnojkiem. No dobrze, są dwie osoby, których nie dosięga jego złość. Pierwszą z nich jest matka, którą kochaˆ mocno i szczerze, drugą jest ojciec, którego po prostu się zbyt baˆł, by móc sobie pozwolić na pyskowanie czy podobne ekscesy. Pomijając fakt, że nie liczy się z nikim i niczym. Nie stroni od dobrej zabawy, adrenaliny czy walki. Gdy trzeba jest nad wyraz pomocnym kolegą jednak, gdy nie ma z tego korzy˜ci zmienia się w zimnego drania bez skrupułów. Cholerny cynik, niepotrafiący się do kogoś˜ przywiązać. Posiada swój unikalny, przebiegły uśmiech chytrego lisa, który jasno sugeruje, że Dante obmyśla coś bardzo niedobrego i niegrzecznego.
Rządzi żelazną ręką i nie znosi nieposłuszeństwa. Kiedy tylko kto˜ś przejawia objawy niesubordynacji natychmiast spotyka się z fanatycznym zamiłowaniem czarnowłosego do wszelakich tortur cielesnych. Co prawda nie jest psychopatą, który lubuje się w odcinaniu różnych części ciała, ale bez problemu zabije, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Sarkastyczna Eminencja pozbawiona jakichkolwiek moralnych granic. Natchniony przez istoty piekielne, potomek samego szatana w ludzkiej, niepozornej skorupie. Jeżeli kiedykolwiek szukaˆłeś tego prawdziwego piekła wystarczyło zapukać do jego drzwi. Kąśliwy skurwiel przywita Cię jak najlepiej, obrzuci cynicznymi, zjadliwymi uwagami, pożre bazyliszkowym wzrokiem by na końcu zrównać Cię z ziemią, gdzie jest twoje miejsce. Pozbawiony skrupułów, bezczelnie inteligentny, nawet nie dostrzeżesz, gdy staniesz się pionkiem w jego chorej grze, w której nie masz co liczyć na zasady fair play. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, wszystko do czego dąży opiera na zasadzie "po trupach do celu". Torturować? Żaden problem. Zgwaˆłcić? Także się nie obruszy. Z zimną krwią eliminuje kolejnych przeciwników. Świat dzieli na dwie czꜘci, tę którą zajmuje jedynie on sam, oraz caˆłą resztę społecznego tałatajstwa. Sprzymierzeniec, czy też nie, cóż za różnica? Z ochotą wpakuje takowemu delikwentowi kulkę w łeb.
Paskudna natura mężczyzny z reguły jest gdzieś˜ tam zamknięta, ponieważ na co dzień, kiedy nie musi być ostatnim diabłem wcielonym i może sobie pozwolić na trochę swobody to wykorzystuje ten czas w 100 %. Prawdziwe oblicze oraz skutki wywołania przysłowiowego wilka z lasu mogą oglądać jedynie osoby wyjątkowo głupie, które sprowokowały niewłaściwą osobę, wrodzy tudzież dawni "przyjaciele", którzy dla sportu postanowili go zdradzić. Zdeterminowany, doskonale wiedzący czego chce. Nigdy nie działa pochopnie, każda jego decyzja jest wcześniej przemyś˜lana. Dante, jako iś˜cie przewrotna osobisto˜ść, nie jest zbyt łˆatwy w obsłudze. Wszelką beztroskę względem swojej osoby traktuje niezwykle krytycznie. Prawdą jest, że choć nadano mu miano diabła wcielonego, może mu na kimś˜ zależeć. Miłości, prócz tej matczynej, nigdy nie zaznałˆ i wątpi by byłˆ w stanie kogokolwiek pokochać, ale mógłby znaleźć miejsce dla osoby, na której by mu zależało. I jeżeli rzeczywiście, by się tak stało, to byˆby chorobliwie zazdrosny, o wszystko i wszystkich. Jeżeli coś˜ raz weszło w jego posiadanie, nigdy się tego nie pozbędzie. Przywiązuje się do swoich "rzeczy" z przyjemnością kolekcjonując je i układając jak trofea w specjalnie przeznaczonym do tego pomieszczeniu. Żeby wyprowadzić tego osobnika z równowagi trzeba się nie lada natrudzić, zawsze opanowany, cierpliwy nawet, je˜śli rozmowa schodzi na drażliwy temat. Jednak, jeżeli jakimś˜ cudem ktoś˜ zatrzęsieˆ jego ˜światem dostatecznie mocno, by go rozzłościć, można powiedzieć, że tańczyłˆ wraz z pasażerami Titanica. Dante jest typem otwartej księgi, nie trudno odkryć jego zamiary, ale potrzeba wielkich pokładów wytrwałości, by dowiedzieć się co jest na kolejnych stronach.

{ (nie) straszne rzeczy, o których lepiej (nie) mówić }
pioruny, gradobicie Nie przepada za burzą, nie czuje się w wtedy tak bezpiecznie jakby tego chciał, w końcu w każdej chwili może walnąć w nas piorun.

władza nad światem Być może trochę to abstrakcyjny strach czy coś co strachem do końca nie jest, ale Dante nigdy nie chciał być kimś naprawdę ważnym. Niby nie boi się śmierci, ale mimo wszystko kiedy jest się na szczycie, to ma się wrażenie, że obserwują Cię z każdej strony i wbrew pozorom ląduje się w laboratorium niczym przysłowiowe szczury, a teorie spiskowe to przy tym mały pikuś.

{ znajdź to a zapanujesz nad światem }
te wszystkie habazie Ma niespotykaną zdolność do uśmiercania każdej rośliny doniczkowej, jaka wejdzie w jego zasięg. Każdy kwiatek, paprotka czy inny chwast, jaki pojawiał się w jego mieszkaniu, po tygodniu spotykał się z potopem i gnił, albo umierał z wysuszenia. Dawanie mu pod opiekę czegoś co żyje, a jeżeli do tego mówi i się rusza jest wysoce niebezpieczne, ponieważ najprawdopodobniej doprowadzi do zgonu w przeciągu kilku dni. Rzecz jasna nieświadomie.

szafki, drzwiczki i szuflady Dante w gwoli ścisłości jest chodzącym ideałem, który nie posiada absolutnie żadnych wad, chyba że mówimy o jego paskudnym nawyku nie domykania szuflad.

dziwkowstręt Nie dotknie kurwy. Nie ma chuja we wsi, żeby dotknął tego plugastwa. Nie i koniec. Choćby dostał sterowany, latający kij ze szmatą na końcu, to i tym nie dotknąłby tej zarazy. Każda jedna powoduje u niego obrzydzenie, które w szybkim tempie może doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu agresji.

shopping Nigdy nie był w supermarkecie. Tłumy zakupowych zombie wprawiają go w przygnębiający nastrój. Nigdy nie był i nie ma zamiaru udać się do tego najgłupszego wynalazku ludzkości. Zakupy robi jego osobista sekretarka.



{ wszystko co dante (nie) umie  }
- Pasję do gotowania odkrył w wojsku, kiedy wyrolowano go i przez ponad dwa tygodnie gotował dla swoich kumpli (źle obstawiony zakład).
- Nie gorszy z niego kanciarz czy manipulator, z tego powodu idzie mu w karty. Świetny z niego bridżysta, trochę gorszy pokerzysta.
- Biegle mówi po angielsku i niemiecku, całkiem nieźle sobie radzi z hiszpańskim, natomiast przeklina po francusku i szwedzku.
- Świetnie strzela, co poniekąd powinno być oczywiste, skoro pracuje w policji, ale tę umiejętność nabył już w wieku trzynastu lat, gdy ojciec stwierdził, że prawdziwy mężczyzna musi dobrze strzelać. Od tamtej pory cały czas się polepsza i wciąż zawzięcie trenuje – czy to na strzelnicy, czy na ludziach.
- Zasadniczo, to całkiem rzuca nożami. Za dzieciaka zainteresował go jeden z bohaterów w westernie Siedmiu wspaniałych, który po mistrzowsku rzucał nożami. Od tamtej pory zaczął z lepszym lub gorszym skutkiem trenować za domem. Teraz wychodzi mu to naprawdę dobrze.


{ wszystko to czego (nie) znajdziemy w karcie }
- Mańkut.
- Jest osobą oczytaną z szeroką wiedzą z wielu zakresów, poczynając od militariów, historię, przez literaturę, politykę, sztukę czy ekonomię po matematykę, chemią lub biologię. Interesuje się praktycznie wszystkim. A szczególnie swoim burdelowym królestwem.
- Wstąpił do wojska  zaraz po studiach, tak jak jego ojciec, który jest emerytowanym majorem, natomiast Dante otrzymał stopień kaprala. Od czasu opuszczenia wojska nie rozstaje się ze swoim nieśmiertelnikiem.
- Interesuje się muzyką klasyczną. Czasami, gdy ma ochotę słucha mocniejszych brzmień z repertuaru amerykańskiego Heavy metalu.
- Dawniej poruszał się tylko na swoim motocyklu, natomiast teraz zamienił go na swoje święte auto. Jeżeli ktokolwiek spróbuje go choćby zarysować… lepiej żeby nie wiedział, co zamierza z nim zrobić w zamian za to.
- W dzieciństwie marzyło mu się jeździć konno, ale nie miał ku temu sposobności i dopiero w wojsku udało mu się spełnić to marzenie.
- Czasami, gdy ma zmęczone oczy, to wkłada okulary do czytania. Niemniej jednak nie przepada za noszeniem czegoś na nosie.
- Nienawidzi sprzątać, dlatego wszędzie wokół siebie pozostawia chaos i zniszczenie.




Ostatnio zmieniony przez Dante dnia Pią Paź 09, 2015 7:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
WYWIADOWCA
WYWIADOWCA
avatar


PisanieTemat: Re: D.   Pią Paź 02, 2015 2:35 pm

Nie mam się do czego przyczepić. Ładnie napisana karta, ale to akurat wiesz c:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
D.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
When no one knows your name :: Postacie :: Akta postaci-