Biuro Burmistrza

IndeksFAQCalendarSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj


Share | 
 

 Biuro Burmistrza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 1:38 pm


~*~*~
Biuro pani burmistrz jest urządzone w sposób elegancki i dość staromodny. Większość mebli składa się z drewnianych elementów. Podłogę pokrywają panele, a ściany zdobi tapeta o stonowanym kolorze zieleni. Środek pomieszczenia zajmuje stolik i dwie kanapy, w najdalszym punkcie znajduje się ciężkie, drewniane biurko ustawione na tle ściany książek o tematyce bardzo różnej. Dwa z czterech okien w pomieszczeniu to wyjścia na taras, choć nie zawsze to widać, gdyż przysłaniają je ciężkie kotary, sięgające do samej ziemi. Pomieszczenie ma zaskakująco przyjemny klimat. Po lewo od wejścia znajduje się barek, gdzie jest maszyna do kawy i herbaty, oraz zamknięte alkohole. Na ścianach wiszą obrazy i różne nagrody. Po pomieszczeniu często roznosi się muzyka, z ukrytych w ścianach głośników. Po prawej od wejścia są tajemnicze drzwi, które większość czasu są po prostu zamknięte i nie wszyscy dowiadują się co jest za nimi. Takich tajemniczych wrót w pomieszczeniu jest para. Jedne w głębi, w pobliżu biurka pani burmistrz, a jedne koło wejścia. Nie wszyscy dowiadują się, jaką skrywają tajemnicę...
~*~*~

Pani Burmistrz, ubrana w elegancki kobiecy garnitur, złożony z ołówkowej spódnicy do kolana, białej koszuli i marynarki, weszła do swego gabinetu. Przy wejściu poinstruowała swoją sekretarkę, o tym iż będzie dziś miała spotkanie i nie życzy sobie napływu niekontrolowanych telefonów. Kobieta nerwowo pokiwała głową. Sirius kiwnęła tylko raz, po czym teraz rozsiadała się przy swoim biurku. Porozkładała dokumenty i przejrzała różne informacje. Odpaliła laptop i wstała. Podeszła do okien i odsłoniła je. Wpuszczenie trochę sprawiedliwości do pomieszczenia na pewno nie zaszkodzi. Otworzyła jedno z wyjść tarasowych, po czym podeszła do drugiego i jedynie je odsłoniła. Zadowolona z pogody, która nie była dziś najgorszą, zwróciła swoje kroki do barku, szykując sobie kawę. Dziś nieco zaspała i nie miała czasu na odwiedzenie kawiarni. Po chwili po pomieszczeniu roznosił się zapach parzonej kawy. Panna Lynch sporo słodziła. Kilka dni temu zażyczyła sobie spotkania z kimś dość wpływowym w mieście. Nastał już czas, żeby wprowadzić w życie plan, nad którym pracowała ostatnimi czasy. Tak więc wprowadzanie pierwszego punktu miało się odbyć dzisiaj. Zerknęła na elegancki zegar w kącie pomieszczenia. Tykanie nieubłaganie wskazywało na zbliżanie się godziny 8. Spóźni się, czy może jednak będzie na czas? Odbijający się echem dźwięk obcasów znów przeciął ciszę w pomieszczeniu, kiedy blondynka wróciła do swego biurka, gdzie usiadła, zakładając nogę na nogę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 3:24 pm

Punkt ósma trzydzieści rano musiał wstawić się w gabinecie Pani Burmistrz. Czy było to trudne zadanie? Dla niego nie. Jest punktualną osobą, zazwyczaj się nie spóźnia, chyba że poranny korek uniemożliwi mu przybycie na czas lub inne niefortunne zdarzenie, którego wolałby nie być światkiem. Bo w końcu jako stróż prawa powinien zareagować na krzywdę innych. Powinien.
Na jego szczęście nic nie stanęło mu na przeszkodzie, aby przypadkowo się spóźnić. Wstał, wziął chłodny prysznic, założył mundur, bo koniec końców miał być tam służbowo. Szybko zjadł śniadanie, dłużej po delektował się czarną kawą, którą nie miał zwyczaju słodzić. Nakarmił ptaszysko, wziął potrzebne mu rzeczy i wyszedł z mieszkania, wsiadając na swój motocykl Yamaha MT-09 STREET RALLY. Oczywiście najpierw zajechał na komisariat, dopiero potem podjechał pod ratusz. Zaparkował swój pojazd, a kiedy wszedł do budynku, przedstawił się, wylegitymował i oznajmił, że jest umówiony na spotkanie z Panią Burmistrz. Równo 8:30 rozległo się pukanie do jej drewnianych drzwi od gabinetu, a kiedy dało usłyszeć się komendę "proszę", czy coś w ten deseń, Vellard wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Witam Panią Burmistrz - odezwał się oschły, lekko ochrypnięty głos, który miał na celu uświadomić, że Vellard może nie należeć do tych miłych i sympatycznych osób. Ale nie powinien być złym rozmówcą - to tylko ton głosu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 4:20 pm

Czekała, popijając kawę. Po wypiciu, wstała i zamknęła okno. Pomieszczenie przewietrzyło się już dostatecznie. Wróciła do biurka i zabrała się za czytanie gazety. Nie ma to jak sterta nowych 'interesujących' informacji od samego świtu. Co jakiś czas zerkała na zegar, aż wybiła godzina 8.30 i rozległo się pukanie do drzwi jej biura.
- Proszę wejść.
Odrzekła do drzwi i uniosła wzrok z nad gazety. Dostrzegając osobę komendanta policji, uniosła lekko brew w górę i uśmiechnęła się blado i oficjalnie.
- Zapraszam. Czekałam na pana, panie Salvador. Zgaduję, że nie ma pan dla mnie zbyt wiele czasu, bowiem i mnie i pana wzywają nasze obowiązki. Proszę usiąść, a wtedy przejdę do tematu.
Mówiąc to wstała i wyszła zza biurka. Podeszła do barku i nastawiła wodę na kolejną kawę
- Jeśli chce pan kawy, niech się pan nie krępuje.
Wskazała na maszynę, a wraz z kolejną filiżanką udała się do kanapy. Postawiła filiżankę z kawą na stoliku i usiadła, zakładając nogę na nogę i opierając łokieć na podłokietniku, czekała aż mężczyzna usiądzie i skupi na niej swój wzrok, by mogła przejść do rzeczy. Lubiła posłuch i pełną uwagę rozmówców...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 6:37 pm

Nie raz, nie dwa widział już burmistrzynię. To na jakimś śledztwie, to na ulicy ją minął. W telewizji o czymś mówiła, gazety o niej pisały w której było zdjęcie. Różne sytuacje były, ale jedno trzeba jej przyznać - za każdym razem prezentowała się dobrze, elegancko, wspaniale wręcz. Była pełna wdzięku, urody jej nie brakowało, a dodatkowo bardzo dobrze opiekowała się miastem. Pierwszy raz w życiu Vellard ma do czynienia z tak porządną, urokliwą, a zarazem stanowczą kobietą. Pomimo tego, że ją w jakimś stopniu podziwiał, zachował neutralność przed jej osobą. Jego wargi nawet nie drgnęły uśmiechem.
- Konkretnie to mam niecałe czterdzieści minut na to, aby porozmawiać z Pani Burmistrz. Później oczekują mnie gdzie indziej, a nie lubię się spóźniać - odparł całkiem szczerze, zdecydowanym krokiem zmierzając w stronę kanapy, na której usiadł. Na propozycję kawy pokręcił głową, póki co darując sobie przyjemność wypicia jej. Może tak za dziesięć minut sobie zrobi. Teraz jest za wcześnie.
Nie do końca wiedział, czego Panienka Lynch chce od Vellarda, jednak wierzył, że nie chodziło o jakąś pierwszą lepszą błahostkę. Na błahostki i zachcianki pani Burmistrz nie ma czasu, od tego ma innych ludzi. W zasadzie Salvador mógł snuć pewne domysły, dlaczego Panienka zechciała porozmawiać z nim w cztery oczy. Ale to tylko domysły, które prędzej czy później okażą się prawdą bądź błędem.
Kiedy wygodnie usiadł sobie na kanapie, a Pani Burmistrz była gotowa do rozmowy, w tym momencie Komendant skupił całą swoją uwagę na Panience. Oczywiście przeszywał ją lodowate spojrzenie policjanta, ale nie powinno jej to przeszkadzać podczas rozmowy. Chociaż?
- Proszę zaczynać zatem - oznajmił łagodnie, będąc cholernie ciekawy, co takiego ma do powiedzenia Burmistrzyni miasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 7:01 pm

Sirius przyglądała się temu mężczyźnie przez kilka chwil. Ciekawa osobistość. Można by rzec 'szara eminencja' w policji. To nie on bowiem występował w telewizji i różnych innych mediach, wyjaśniając sprawy i uspokajając prasowe hieny. On zarządzał wszystkim zza pleców twarzy policji. Może to i dobrze, bo mimo przystojnego wyglądu, swoją postawą i sposobem wypowiadania, nie wzbudzał przyjaznych emocji, a raczej poruszał głęboko zakorzenione w ludzkich umysłach pokłady pierwotnego lęku przed drapieżnikiem. Panna Lynch była jednak doskonałym psychologiem, a dodatkowo w wielu sprawach sama była drapieżcą, tak więc mimo iż filtrował ją tym chłodnym, przeszywającym wzrokiem, znosiła to z niemal naturalną swobodą. Kiwnęła lekko głową i uniosła filiżankę do ust. Napiła się czarnej cieczy, oblizała lekko usta i opuściła filiżankę na swój podołek
- W tak razie uderzając w samo sedno. Może to i pytanie nie na miejscu, ale interesuje mnie ile w ciągu ostatnich miesięcy nasza policja miała spraw związanych z handlem narkotykami? Chciałabym, aby informował mnie Pan o tym w miarę na bieżąco. Czy to faksem, czy osobiście.
Po jej słowach zapadła krótka chwila ciszy, w której kobieta znów napiła się kawy i odstawiła do połowy pustą filiżankę na stolik. Znów lekko oblizała usta, to był u niej swoistego rodzaju odruch. Zmrużyła lekko oczy, przykrywając ich barwę wachlarzem rzęs
- Jestem bowiem skłonna podejrzewać, iż to nie jest jeszcze zakończony temat. Może nieco przycichł, ale nadal jest to problematyczna zaraza, która niczym rak będzie trawić Berkley. Czy mogę w tej sprawie liczyć na Pańską pomoc?
Ostatnie pytanie miało w sobie pewną sugestię. Groziła? Nie do końca, po prostu informowała go, że jeśli to nie on będzie dostarczać tych informacji, znajdzie inny sposób, by sobie je zebrać. Nie była głupia, z takimi mężczyznami można było pogrywać, ale na wysokich płaszczyznach. Czekała teraz na jego reakcję i opinię, lub ewentualne pytania w tej sprawie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 8:53 pm

Cały czas słuchał i obserwował Panienkę Sirius, każdy jej ruch, gest, sposób zachowania. W tak krótkim czasie zdążył się dowiedzieć paru faktów o niej, które na co dzień są wręcz niezauważalne. Odruch oblizywania ust po wypiciu kawy, intymny szczegół z jej życia - ulubione perfumy kobiety. Styl ubierania się, sposób wymowy. A może prywatnie zachowuje się zupełnie inaczej? Zawsze można to sprawdzić przy odrobinie wolnego czasu. Ale gdzie tutaj czas, kiedy przestępczość wzrasta?  
Tak, to on pociągał za wszystkie sznurki, a sukcesy policji są w większości jego zasługą. Wydawanie odpowiednich rozkazów jest bardzo kluczowe, ponieważ nie mogą pozwalać sobie na jakiekolwiek błędy. Owszem, zdarzają się takie, ale w szybki sposób są one naprawiane. Bardzo dobrze wykombinował, aby uwolnić się od chmary dziennikarzy, przydzielając do tej roboty zupełnie inną osobę, żeby tylko Vellard mógł pracować w spokoju. Oni, dziennikarze tylko czekają na błąd ze strony policji lub uderzają z falą nieprzyjemny i niewygodnych pytań, na które nigdy odpowiedzi nie uzyskali i nie uzyskają. Nie wydaje mu się, aby była konieczność pisania o tym w gazetach. Zrobi się tylko niepotrzebne zamieszanie wśród cywilów, strajki, nie strajki i tyle będzie ze spokojnego śledztwa. A przecież nie oto tutaj chodzi. Niepotrzebne są mu dodatkowe przeszkody w postaci dziennikarzy czy, w tym wypadku, Pani Burmistrz. Miło, że interesują się sprawą miasta, wiedzą, co tak naprawdę się dzieje, ale nie wydaje mu się, aby dodatkowe osoby, które absolutnie nie znają się na tej robocie, były mu akurat potrzebne. Przecież to nie trening, ani nie szkolenie, żeby brały w tym zadaniu dodatkowe, zupełnie niepotrzebne osoby. A jeśli Pani Burmistrz coś się stanie? On będzie ponosił za to odpowiedzialność, a przecież nie może narazić kogoś tak ważnego na niewykluczone niebezpieczeństwo.
Kiedy usłyszał słowa Panienki, Salvador zmarszczył nos i brwi w niejakim grymasie. Nie do końca chciał się przed kimkolwiek spowiadać, ale podejrzewał, że taka sytuacja w końcu nadejdzie. Iż Burmistrz stwierdzi, że muszą razem współpracować, potrzebuje dostęp do informacji, do których nikt z poza policji dostępu nie ma. Gówno prawda, nie muszą. Doceniał robotę i wkład jaki włożyła w to miasto, ale sprawa przestępczości jest sprawą policji. Osoby trzecie nie powinny brać w tym udziału.
- Trochę miała. W zasadzie od jakiegoś czasu głównie skupiamy się na tym wydziale - odparł mniej dokładniej, ale te informację Panienkę powinny zadowolić. A jeśli nie, to już nie jego problem.
Słysząc dalsze słowa kobiety, Vellard przejechał chłodną dłonią po swoim umęczonym karku, kątem oka zerkając na okno. Wziął głęboko powietrze i wypuścił je w miarę wolno. Szybko jednak wrócił wzrokiem na twarz Panią Burmistrz.
- Wiadomo, że nie jest. Fakt faktem, sprawa ucichła, ponieważ robienie niepotrzebnego rozgłosu na ten temat nie jest zbyt wygodny. Mocno przeszkadza to w pracy. Nie wydaje mi się, że zwykli cywile powinni być wmieszani w tą sprawę, toteż głośno o tym się nie mówi - zaczął powoli, na chwilę robiąc dłuższą pauzę, aby zastanowić się, co takiego dalej może powiedzieć - Proszę Pani, ja owszem, mogę Panią informować na bieżąco, ale po co? Ja rozumiem, że Pani chce pomóc, chce zająć się tą sprawą, aby miasto było w pełni bezpiecznie, jednak sądzę, że postronne osoby... - tutaj na chwilę uciął, szukając tego odpowiedniego słowa, żeby nie urazić Panią Burmistrzynię. W końcu to kobieta, do niej trzeba trochę  inaczej - mogą najwyraźniej świecie utrudnić niżeli pomóc. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego też proszę nie robić żadnych nieodpowiednich ruchów dla osobistego bezpieczeństwa - zakończył swój cudowny, oschły dialog, nie obchodząc go w jaki sposób zareaguje Burmistrzyni. Owszem, była ważną osobistością, jednak Vellard był cholernie uparty i przede wszystkim nieufny. Musiał trochę wewnętrznie powalczyć, aby zgodzić się na udostępnienie jej informacji, które będą się rodzić na bieżąco. Wiedział, że temat handlu nigdy się nie zakończył, nadal on trwał, jednak niezależnie coby robili, szło im to jak krew z nosa. Zero konkretnych poszlak, wszystkie ślady prowadziły do tego samego. Ale spokojnie, on sobie poradzi. On w końcu dojdzie do tego, kto za tym wszystkim stoi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Czw Paź 01, 2015 10:28 pm

Pan Salvador najwyraźniej nie zrozumiał zamiarów panny Lynch. Kobieta wysłuchała jego wypowiedzi, ale już po wstępnym wyrazie jego twarzy była w stanie określić, że jego zdanie w tej sprawie jest stanowczo na 'nie'. Nikt z poza policji nie powinien mieszać się w sprawy policji? Cóż za płytkie myślenie. Czy on sobie wyobrażał, że ona byłaby chętną narażać swoje życie, uczestnicząc w jakichś śledztwach? Zbyt szybko wydał wyrok na jej zamiary. Pokręciła lekko głową, dała mu dokończyć i westchnęła lekko. Wyprostowała się, odgarnęła falę włosów z ramienia i zaczęła mówić
- Chyba nie do końca Pan zrozumiał, co miałam w planie. Nie mam zamiaru wcinać się do pracy policji. Chcę tylko wiedzieć, z bardziej wiarygodnego źródła, niż wiadomości i prasa, jak naprawdę wygląda sytuacja w mieście. To Pan i pańscy ludzie jesteście obrońcami naszego miasta, ale to mi przychodzi nim władać i chciałabym mieć wgląd co się dzieje. Nie lubię niespodzianek, Panie Salvador. A szczególnie tych nieprzyjemnych.
Uśmiechnęła się naprawdę chłodno, kończąc to zdanie. Można się było domyślić, że jej myśli skierowały się w stronę poprzedniego burmistrza, którego sprawa śmierci była dość niejasna i zalatywała czymś nieprzyjemnym. Kobieta wstała i podeszła do okna. Zatrzymała się przy nim, mrużąc oczy i obserwując słońce, które całkiem niedawno wstało
- Bycie na bieżąco nie jest chyba przejawem chęci zagrożenia swojemu życiu, prawda?
Zapytała, znów oglądając się na swojego surowego gościa. Podobało jej się, że nie dał się wziąć pod włos. Czy teraz miał zamiar z nią współpracować, czy może znów jej odmówi? To nie był serial kryminalny, z udziałem przypadkowej kobiety, tylko rzeczywiste zagrożenie, a ona chciała mieć pełną świadomość tego, z czym mierzy się w Berkley. Bo ko jak nie ona powinien wiedzieć takie rzeczy? No nikt...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Pią Paź 02, 2015 12:55 am

Faktycznie, w pierwszej chwili mężczyzna źle zrozumiał kobietę. Chyba jest za bardzo przewrażliwiony na punkcie wpieprzania się tam, gdzie akurat nie powinno się wtykać nosa. Ale czy to złe? Raczej dobrze to o nim świadczy. Nie chce, aby ktokolwiek maczał palce w jego sposobie działania. Uważa, że taki styl jest dobry dla wszystkich - cichy i skuteczny. Warto o czymś mówić, kiedy to zostanie już zrobione w stu procentach, ponieważ pogłoski i niepotrzebne plotki tylko pogarszają sprawę.
Nikt odpowiedni nie powinien się mieszać w sprawy policji. Podanie informacji Pani Burmistrz to nic złego, w końcu ma prawo wiedzieć, co tak naprawdę dzieje się w jej mieście. Pomimo, że przez długi czas było to ukrywane ze względów bezpieczeństwa, dzisiaj parę informacji może wymknąć się z tych wyschniętych na wiór ust. Byle tylko nie przekazywać tych informacji dalej, bo będzie źle. Tylko co jeśli Burmistrzyni wpadnie na coś szalonego, zamiast spokojnie płaszczyć tyłek przed biurkiem i wypełniać papiery?
- Na razie pani nie ma - stwierdził w myślach, ponownie zaczerpując głębokiego wdechu. Nie, nie czuł się zmęczony. Potrzebował się tylko dotlenić. I musiał wysłuchać słów Panienki, co nie należało do najprzyjemniejszych przy zaczynającym się bólu głowy. Akurat teraz?
- Jeśli Pani nie wpadnie na nic głupiego, to mogę zdradzić to i owo - stwierdził, drapiąc się po lewym poliku, a spod munduru dało się dostrzec ślady oparzeń na jego szyi. Już nie mówiąc o tej szramie pod okiem, ale mniejsza. Odprowadził wzrokiem kobietę do oka, nie mogą wzroku oderwać od jej sylwetki. Miała figurę, to trzeba jej przyznać.
Niewyjaśnione sprawy ze śmiercią burmistrza były... nadal niewyjaśnione. Sam Vellard jeszcze nie miał okazji tego rozgryźć tak do końca, ale nie mógł uwierzyć w to, że zgon nadszedł tak naturalnie. Nie powinien umrzeć, dobrze facet się trzymał. Więc co?
- Nie, nie jest. Chce Pani wiedzieć? Nie ma sprawy, tylko te informacje nie mają ujrzeć światła dziennego, rozumiemy się? - jego stanowczość głosu powodowała gęsią skórę na ciele. Usadowił się nieco bardziej wygodniej na kanapie, poprawiając broń przy pasie. Taki odruch. - Prasa, codzienne wiadomości - to wszystko kłamie. Zawsze kłamało i kłamać będzie. Nie podajemy im prawdziwych informacji dla własnego bezpieczeństwa, dla bezpieczeństwa miasta jak nie kraju. Niewiele mogę powiedzieć o były burmistrzu, ale pewien jestem tego, że nie umarł śmiercią naturalną. Nie, handel narkotykami nie zakończył się. Sieć ciągle rośnie, a my mamy problemy ze znalezieniem lidera grupy - tutaj uciął na moment, jakby właśnie w tym momencie przyznawał się do najgorszej porażki jego życia - Wiemy, że od grupy SOA oddzieliło się parę osób i powstała nowa grupa przestępcza, Machines. Sporo szkód ostatnio wyrządzili, nieprzyjemna banda. Nie wiemy, kto jest liderem, czy on istnieje, jak działają, czy w ogóle mają jakieś zasady, ale jedno jest jasne - nienawidzą się z SOA. Nie do końca wiem, co między nimi musiało zajść, ale sam fakt, że siebie nie trawią może dawać nam spore plusy jak i spore minusy - tutaj zakończył, a powiedział to, co uważał za słuszne. Nie wiedział do końca, czego Burmistrzyni oczekiwała, jakich informacji i ile chciała wiedzieć. Mogła otrzymać takie informacje, jakie oczekiwała lub też dowiedzieć się o wielu ciekawych faktach. Chociaż sam teraz zastanawiał się, czy w akcie złości i presji nie powiedział zbyt dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Pią Paź 02, 2015 1:49 pm

Obserwowała zmiany, które nastąpiły na twarzy mężczyzny. Nie był otwartą księgą, nie do końca można było go odczytać, ale dostrzegła, że niejako jego pogląd zmienił się, choć nadal wolał utrzymywać sprawy na dystans od niej. Dobre było i to, że już kategorycznie nie odmawiał całą swoją postawą. Kącik jej ust uniósł się lekko w górę w triumfalnym uśmieszku. Znów spojrzała za okno, po czym podeszła do kanapy na której wcześniej siedziała i podparła się dłońmi o szczyt jej oparcia, patrząc lekko z góry i z odległości na komendanta policji
- Sugeruje pan, że mogłabym wpaść na coś głupiego? Albo że mogłabym takimi informacjami chcieć podzielić się gdzieś dalej?
Ton, którym to powiedziała, był zdecydowanie lekko urażony, choć nic takiego nie pokazała na swojej twarzy. Widziała jego blizny, ale czego można było się spodziewać po policjancie. Ona sama też nosiła znamiona otarcia się o śmierć na swoim ciele. Odwróciła więc od tego swą uwagę najszybciej jak mogła, by nie zagłębić się w to zbyt mocno
- Panie Salvador, zależy mi na tym, aby w naszym mieście zapanował ład. Proszę mnie nie traktować z dystansem jak przeciętnego cywila, bo i tak będziemy zmuszeni do współpracy, wcześniej czy później.
Podsumowała, prostując się z dość surowym wyrazem twarzy. On był w stosunku do niej służbowy i chłodny, ona też mogła, mimo że prezentowany w wiadomościach obraz ukazywał osobę ciepłą i uczynną, nie uszło oczom prasy, że jeśli chodziło o interesy, panna Lynch bywała zaskakująca jak góra lodowa dryfująca po oceanie, szczyt może widzisz, ale nigdy nie wiesz jak mocno uderzy cię to niewidoczne pod powierzchnią ciemnej toni. Potem nastąpiła pauza w ich rozmowie i pan komendant zaczął mówić. Sirius słuchała go z uwagą, co jakiś czas lekko kiwając głową, lub marszcząc brwi. Łączyła fakty i ustalała swoje kolejne posunięcia.
- Czyli tak jak się spodziewałam... Niestety nie posiadam informacji, które mogłyby pomóc w tej sprawie. Panie Salvador, byłabym niezmiernie wdzięczna, gdyby jednak przystał pan na moją propozycję i udzielał mi informacji w sprawach SOA i Machines. Zwłaszcza, jeśli te problemy w mieście, które od pewnego czasu się pojawiają, mają coś wspólnego z jedną z tych grup. Nie będę panu zajmować więcej czasu, przynajmniej na razie.
Blondynka podeszła do biurka i pochyliła się, wpisując coś do komputera. Zanotowała swoje prywatne spostrzeżenia i znad laptopa spojrzała na zegar
- Jeśli nie ma już żadnego tematu, którym chciałby się pan ze mną podzielić, jest pan wolny. Dziękuję za udzielenie choć tej części informacji.
Zwróciła wzrok na mężczyznę i uśmiechnęła się lekko. Bardziej z zadowoleniem z rozmowy, ale nadal tajemniczo i niejasno. Usiadła w swoim wygodnym fotelu i poprawiła marynarkę. Pochylanie się jej nie służyło. Odruchowo odgarnęła włosy do tyłu. Zerknęła na laptop i z kupki kartek po prawej stronie biurka wyciągnęła pliczek takich samoprzylepnych, zapisała coś na jednej i otworzyła swój elegancki kalendarz, wklejając kartkę na jednej ze stron...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Sob Paź 03, 2015 2:15 pm

- Kto wie? Pozorny zawsze ubezpieczony - nie ukrywał się z faktem, że był strasznie nieufną osobą. Może do Burmistrza powinien mieć zupełnie inny stosunek. Może powinien bardziej zaufać osobie, która dba o całe miasto i póki co nie wychodzi jej to najgorzej. Nie, psychicznie nie mógł zaufać obcej osobie. Co z tego, że była Burmistrzem? Nie znał ją i to był wystarczający powód do nieufności.
Stosunek mężczyzny trochę zmienił się, ale niewiele. Nadal przed jego osobą ciążył ogromny mur berliński, którego zburzyć tak łatwo nie dało się. Ale był bardziej skłonny do wyjawienia prawdy. Parę chwil temu nie było mowy, aby cokolwiek powiedział. Całe szczęście, że tak szybko i łagodnie zmienił zdanie. Niechętnie, ale powiedział tyle ile wiedział, a przynajmniej z większością informacji podzielił się z Panienką. Póki co tyle starczyło, ponieważ całej reszty nie był w stu procentach pewien. A po co mówić o czymś, o czym nie masz pewności?
- Nie traktuję Pani Burmistrz jak zwykłego cywila - może trochę - skomentował w myślach nie dając tego po sobie poznać - Ale niech Panienka zrozumie, że znając te informacje naraża się Pani na pewne ryzyko - dał jej dostanie do zrozumienia, że to nie są przelewki i naprawdę szykuje się coś mocnego i niebezpiecznego. Niestety, ale czasy pokoju minęły, a jeśli chcą przez resztę życia żyć spokojnie, muszą teraz w drastyczny sposób zająć się tą sprawą. I to jak najszybciej.
Cóż, Vellard nie był łatwą osobą. Ani prywatnie, ani służbowo. W zasadzie trudno było stwierdzić, w którym przypadku był gorszy. Za każdym razem prezentował obraz góry lodowej, która za wszelką cenę nie chciała ustąpić. Jego charakter jest, był i będzie naprawdę trudny, a sam fakt, że ostatnio coraz mniej wybucha jest naprawdę szokujący.
- Postaram się, ale nie obiecuję, że informacje będą zadowalające i regularne - odparł, zarazem godząc się na taką propozycję. Tym razem wykazał się inteligencją i odpuścił upieranie się przy jednym i tym samym. W końcu jest dorosły i nie będzie jak dziecko wykłócać się, bo fakt, prędzej czy później będą musieli współpracować, co absolutnie Vellardowi nie podobało się. Ale niezadowolenie trzeba odstawić na bok, przynajmniej w tym momencie nie wypada je ujawniać.
Wstał z kanapy, kompletnie olewając to, co właśnie robiła Burmistrzyni. Coś notowała? Niech notuje. Chciała wiedzieć coś więcej? Na całe szczęście nie.
- Ja również dziękuję. Życzę miłego dnia, Pani Burmistrz - po tych słowach skierował się w stronę drzwi, otworzył je i opuścił gabinet. W mgnieniu oka również zniknął z ów budynku, dosiadając swojego motocyklu. Kiedy go odpalił, ruszył w stronę komisariatu, odebrać czekające na niego raporty, a także zająć się innymi sprawami. W między czasie miał chwilę czasu, aby pogodzić fakt, że od dnia dzisiejszego będzie musiał współpracować z Panią Burmistrz. Nie było mu to na rękę, ale mus to mus.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BURMISTRZ BERKLEY
BURMISTRZ BERKLEY
avatar


PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   Sob Paź 03, 2015 3:29 pm

Pierwszej wypowiedzi komendanta nie skomentowała. Uznała, że jej znacząca cisza będzie adekwatną odpowiedzią. Gdy natomiast przyznał, że nie traktuje jej jak cywila, doskonale zauważyła, że tam było jakieś 'ale', którego mężczyzna nie wypowiedział. Sirius westchnęła lekko
- Tak, jednak zajmuję taką pozycję, że moje życie będzie już dość zagrożone, nie istotne, czy będę tę wiedzę posiadać, czy też nie, a więc wolę wiedzieć, niż popełniać głupie błędy, ponieważ coś mi umyka, panie Salvador.
Wyjaśniła swoje spojrzenie na sytuację. Ta właściwie dokładnie w ten sposób się rysowała. Było kwestią czasu, aż ktoś będzie próbował jej zagrozić. Nie musiał jej straszyć konsekwencjami, dokładnie wiedziała co może ją spotkać. Nie była młódką chodzącą z głową w chmurach, tylko mocno stąpającą po ziemi kobietą. W kwestii 'przejrzystości' informacji pokręciła tylko głową
- To już nie ma tak istotnego znaczenia. Liczy się dla mnie każda informacja, bowiem mamy przed sobą ogromną układankę, a jej puzzle muszą znaleźć się na miejscach. Czas nie jest po naszej stronie, więc trzeba będzie mieć oczy szeroko otwarte.
Znów zdradziła nieco swego poglądu na temat sytuacji w mieście. Nie mówiła o tym otwarcie i głośno, ale często widziała Berkley jak pole jakiejś wielkiego gry planszowej, bądź właśnie układanki. Zajęła się swoimi drobnymi sprawami. Zanotowała spostrzeżenia z tego spotkania, pomniejsze hasła, na których temat będzie chciała rozejrzeć się w sieci. To, co jednak było najważniejsze, zostawiła na potem. Gdy komendant w stał i pożegnał się uprzejmie, kiwnęła głową
- Do następnego spotkania Komendancie.
Pożegnała go i odczekała jakiś czas. Po tym wstała i poszła zasłonić okna. Podeszła do drzwi i wyjrzała na swoją sekretarkę
- Dziś nie ma mnie w biurze Tesso.
Poinstruowała kobietę, która rozumiała to pojęcie dokładnie. Jeśli ktoś dzwoniłby i jej szukał, dokładnie taką dostałby informacje. Panna Lynch wróciła do swego gabinetu i zamknęła drzwi na zamek od środka. Podeszła do drzwi, które znajdowały się bliżej jej biurka. Otworzyła je specjalną kartą i na panelu wbiła numer, oraz podała dłoń do odczytu linii papilarnych. Nakazała skonstruowanie takiego pomieszczenia i tylko zaufane jej osoby takie jak rada, czy jej ochrona wiedzieli co się tu znajdowało. Spędziła w tym pomieszczeniu resztę dnia, nie wychodząc na żaden posiłek. Pod wieczór opuściła je, odgarniając niesforny kosmyk do tyłu. Była nieco zmęczona. Spojrzała na zegar, który wskazywał wczesną wieczorną porę. Kobieta zamknęła swój laptop i zabrała go do swej torby, po czym pozbierała swe rzeczy i opuściła ratusz. Nadeszła pora, by coś zjeść i odpocząć. I ona czasem tego potrzebowała.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Biuro Burmistrza   

Powrót do góry Go down
 
Biuro Burmistrza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
When no one knows your name :: Berkley :: Centrum miasta :: Ratusz-