Herbaciarnia "Gyokuro"

IndeksFAQCalendarSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj


Share | 
 

 Herbaciarnia "Gyokuro"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
WYWIADOWCA
WYWIADOWCA
avatar


PisanieTemat: Herbaciarnia "Gyokuro"   Pon Wrz 07, 2015 7:09 pm


Herbaciarnia "Gyokuro" to bardzo przyjemne i przytulne miejsce. Niejednokrotnie nazywane przez klientów oazą spokoju dla ich przepracowanego, zmęczonego umysłu - relaksuje i pozwala wytchnąć od zgiełku, który zazwyczaj panuje w Berkley. Wystrój jest bardzo miły, domowy, z imponującymi meblami rodem z Japonii i bibelotami ustawionymi na parapecie i pólkach. Unoszące się aromaty świeżo parzonych herbat i nastrojowa muzyka, powodują, że czas biegnie tu wolniej, bo jak wiedzą wszyscy wielbiciele herbaty nie lubi ona pośpiechu ani chaosu. Można tu spróbować specjałów z herbacianych ogrodów Chin i Japonii czy też poczuć rozgrzane słońce Afryki.
Wybór herbat jest tu ogromny: białe, żółte, zielone, czerwone, czarne, napary owocowe i wiele innych specjałów w tym deserów i kaw smakowych.

Dzięki dużemu zainteresowaniu herbaciarnią "Gyokuro", co jakiś czas personel serwuje tu własnej roboty specjały dla klientów, którzy mogą posmakować całkowicie za darmo, wypieków z całego świata. Warto więc tu zaglądać!

Poza naparami wymienionymi powyżej herbaciarnia cieszy się dużą popularnością herbat:

Gyokuro (h. zielona - japońska)
(wyrafinowana herbata,
której jedwabiste listki
dają wspaniały napar;
polecana dla wyjątkowych gości
i smakoszy zielonej herbaty)


Pu erh żurawinowa  (h. czerwona)
(z płatkami kwiatów,
i suszoną żurawiną)


Anyżowa  (h. czarna)
(delikatna herbata,
o intensywnym zapachu,
i smaku anyżu)


Ósmy Cud Świata (h. aromatyzowana)
(pomarańcza, owoc róży,
hibiskus, jabłko, trawa cytrynowa,
cytryna, skórka z grejpfruta)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Gyokuro"   Nie Paź 11, 2015 9:59 pm

Kolejny pochmurny dzień, kiedy to na palcach jednej ręki można było zliczyć, ile razy spomiędzy przelotnych wyrw w grubej warstwie szarych chmur przebiły się promienie słońca. Za to zabrakłoby palców u rąk, gdyby pokusić się na podobne rachunki w przypadku przelotnych opadów deszczu. W większości mieszkańcy miasta musieli zmagać się z lekkimi mżawkami, jednak czasem te ustawały, żeby przerodzić się w gwałtowną, ale przynajmniej krótką ulewę. I tak w kółko, chory cykl pogodowy. Pomimo nieprzychylności pogody Berkely wciąż tętniło swoim życiem – ludzie funkcjonowali tak jak zwykle, tylko że w płaszczach i z otwartymi parasolkami nad głowami, rozpaczliwie popędzając własne ruchy, żeby jak najszybciej uciec przed kroplami atakującymi z góry. Szczęściarzami byli wszyscy, którzy tkwili wewnątrz budynków i nie musieli narażać się na dalsze moknięcie.
Osoby zajmujące stoliki w przytulnej herbaciarni wydawały się być całkowicie pozbawione zmartwień, jeśliby skontrastować wnętrze lokalu z widokiem panującym na zewnątrz. Jednym z klientów był blondyn, który dumnie wyprostowany siedział na krześle przy stoliku znajdującym się najdalej od wejścia. Szybko wczuł się w atmosferę tego miejsca, zwłaszcza, że mokry płaszcz powiesił na wieszaku obok drzwi. Jaka to szkoda, że nigdy nie nosi ze sobą parasola. Z jasnych kosmyków spływały krople, przynajmniej przez chwilę. Od jego wejścia do środka minęło już dobre pół godziny, zdążył więc się wysuszyć, a także rozgrzać przy filiżance jednej z angielskich herbat. Zanim jego towarzysz łaskawie się pojawi, prawdopodobnie zamówi kolejny napar i może dodatkowo kawałek ciasta. Jest cierpliwym człowiekiem, aczkolwiek trudno mu wybaczyć brak punktualności. Smukłymi palcami począł wystukiwać o blat stolika powolny rytm, jednak zaprzestał tej czynności, gdy do lokalu wszedł wysoki brunet. Mimowolnie uniósł kąciki ust w subtelnym uśmiechu, rzucając spojrzenie stalowoszarych oczu zbliżającemu się mężczyźnie.
- Spóźniłeś się – wytknął mu już przy samym powitaniu, mrużąc przy tym leniwie oczy. Niby mógł się tego spodziewać, w końcu to i tak cud, że komendant może pozwolić sobie na pogawędkę przy herbatce, w końcu ma tyle pracy w tym zepsutym mieście. – Nie lubię czekać, jednak jestem skłonny ci wybaczyć, w końcu to ja dość nagle zaproponowałem spotkanie.
Umówili się zaledwie wczoraj, Vellard mógł więc mieć jakieś plany, mimo to zgodził się na ten mały wypad do uroczej herbaciarni. Może jednak wcale nie jest tak zapracowany? Skoro sam komendant się nie przykłada do roboty, to nic dziwnego, że reszta policji obija się jak tylko może. Niestety, Malcolm nie miał najlepszego zdania o funkcjonariuszach porządku publicznego, w końcu ich nieudolność przekraczała wszelkie granice. Chociaż każdemu trudno byłoby zdziałać cokolwiek w tak nieprzyjaznym środowisku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KOMENDANT POLICJI
KOMENDANT POLICJI
avatar


PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Gyokuro"   Pią Paź 16, 2015 12:12 am

Nie lubił się spóźniać, wręcz nienawidził. Wolał być punktualny, ponieważ to było wygodne. Zawsze byłeś na czas, nikt nie musiał na Ciebie czekać, denerwować się niepotrzebnie. Cenny czas uciekał, minuty mijały, a towarzysz zaczyna się niecierpliwić, albowiem Ciebie nie ma. Myśli czy te "zaraz będę" przekształcą się w dziesięć minut, w piętnaście, dwadzieścia, a może w godzinę czasu. Nie wiesz tego, bo napisał marne "zaraz będę". Więc czekasz. Nie pójdziesz, bo wiesz, że się zjawi, chociaż umysł podpowiada Ci, aby wstać, zapłacić za kawę czy herbatę i wyjść.
Irytujące.
Doprawdy?
Tak zrobiłby Vellard na miejscu Garrisona. Nie miał cierpliwości do takich rzeczy. Co z tego, że sam często miewał przypadki spóźniania się. Co z tego, że ktoś inny poświęca ten czas czekając na niego, podczas gdy może w tym momencie zająć się swoimi problemami, sprawami. Komendant nie brał tego pod uwagę. Wróć. Komendant brał to pod uwagę, jednak nie specjalnie przejmował się tym faktem, chociaż myśl o tym, że będzie pół godziny później, ponieważ praca mu nie pozwoliła wcześniej wyjść, irytował go niemiłosiernie. Choćby dlatego, że nie lubił się spóźniać, a także dlatego, bo wiedział jaką osobą jest Malcom, więc zdawał sobie sprawę, że na dzień dobry przywita go zdaniem pełen złośliwości. Ale to tak z sympatii, tak. Cóż, siła wyższa, nie poradzi przecież. Co innego, gdyby mężczyzna umówiłby się z nim na spotkanie z tygodniowym uprzedzeniem. Faktycznie, nie musiał się na nie zgadzać, ale wiedział, że jak nie teraz, to nie przez najbliższy miesiąc. Grafik miał napięty i choć starszy mężczyzna uważał, że policyjna służba była denna, generalnie nic nie robią i malują sobie paznokcie, to niestety, z bólem serca musiał to przyznać, ale tak nie było. Chociaż czasem wygodnie byłoby po prostu siąść i się poobijać. Wypić piwo, dwa piwa, wódkę z najlepszym kumplem. To byłoby coś.  
Zajmij się lepiej swoimi sprawami.
Nie będziesz mi mówić, co mam robić.
Tak, konwersacja w głowie z samym sobą zawsze mile widziana. Całe szczęście, że nie zaczął mówić do siebie, chociaż nie powie, czasem zdarzyło mu się wymienić dwa lub trzy zdania ze swoją osobą na głos. Całe szczęście nikogo wtedy przy nim nie było. A może był? Czort go wie.
Wszedł w niejakim pośpiechu do herbaciarni cały przemoczony. Pogoda zrobiła mu psikusa i rozpadało się w najmniej spodziewanym momencie. Zdjął z siebie mokry płaszcz oraz szalik i powiesił go na wieszaku tuż przy wyjściu od lokalu, ukazując służbowe ubranie. Zmierzwił sobie włosy, tym samym strzepując krople wody z pasm włosów, stanowczym krokiem zmierzając w stronę towarzysza, który zapewne męczy kolejną herbatę z rzędu. Twarz Salvadora nie wyrażała nic. Była pozbawiona empatii. Jedynie jego spojrzenie sugerowało, że jest niesamowicie wściekły. Ale on tak zawsze.  
- Nie wkurwiaj mnie nawet - odparł beznamiętnie, siadając na przeciw mężczyzny.
Ile dałby za to, aby być tutaj na równi z rzekomym przyjacielem, a nawet parę minut przed nim. Nie, tym razem on musiał się spóźnić. Gdyby nie ten cholerny raport, byłby punktualnie. Racja, byłby.
Bez chwili zastanowienia, poprosił kelnera o gorącą, zieloną herbatę jaśmin. Ludzi wyjątkowo było tutaj na pęczki, z pewnością przez tą paskudną pogodę.
Pogoda idealna do... W sumie do czego?
Do robienia masowego mordu.
Racja.
Chwilę musiał poczekać aż dostanie to, czego w tej chwili pragnął. W między czasie swoje spojrzenie skupił na twarzy Garrisona, powoli uspokajając wygłodniałą bestię, czyli siebie. W tej chwili beznamiętny wzrok skupił na jego oczach.
- Więc? - nie był zbyt elokwentny, ale jemu powinno to wystarczyć - O co chodzi? - jednak pokusił się, aby rozwinąć swoja wspaniałomyślną myśli.
Zastanawiał się, czy ściągnął go tutaj tylko po to, aby napić się razem herbatki czy rzeczywiście miał coś konkretnego do powiedzenia. Oczekując jego odpowiedz, kelner przyniósł Vellardowi zamówioną herbatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RADNY
RADNY
avatar


PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Gyokuro"   Pią Paź 16, 2015 6:50 pm

Wparował do środka niczym burza gradowa, nic więc dziwnego, że jego przybycie zostało zauważone nie tylko przez oczekującego go Malcolma. Jednak otoczenie okazało się wyjątkowo wyrozumiałe, być może z powodu tej okropnej pogody. Na pierwszy rzut oka to tylko kolejny wściekły gość, którego frustracja bierze się od zmokłego płaszcza i mokrych włosów. Doprawdy, jakże pozory mylą. Ta jego wściekła mina miała w sobie tyle uroku, szkoda tylko, że tak szybko przybrała na beznamiętności. Ale teraz emocje uwięzione zostały w dzikim spojrzeniu dwóch czarnych otchłani. I ten rozzłoszczony ton głosu towarzyszący słowom pełnym rozdrażnienia. Może niepotrzebnie go prowokował, ale to przejaw sympatii ze strony blondyna. To cud, że ta znajomość jeszcze trwa. Najwidoczniej obaj muszą raz na jakiś czas pograć sobie nawzajem na nerwach. Poniekąd się lubią, przynajmniej odrobinę, ponieważ łączy ich ten pieprzony lokalny patriotyzm. Czyż nie łatwiej byłoby  opuścić to miasto, zwyczajnie uciec stąd i aie patrzeć wstecz? Malcolm już próbował nieraz, mimo to zawsze powracał, choć nie zawsze miał po co.
- Zmokłeś - stwierdził z lekkim rozbawieniem, śmiało zaglądając w jego oczy o hardym spojrzeniu. Leniwie sunął palcem po brzegu pustej filiżanki, jakby jeszcze zastanawiając się, jaki atak wyprowadzić. - Musiałeś się za mną stęsknić, skoro tak pędziłeś na to spotkanie.
Oczywiście, że nie gnał do herbaciarnii z powodu sentymentu, tak naprawdę chciał zminimalizować czas spóźnienia, aby nie dać przeciwnikowi satysfakcji. Rywalizacja między nimi wydawała się być naturalnym zjawiskiem, prawie jak oddychanie. Starcie dwóch silnych osobowości.
Gdy kelner zjawił się przy ich stoliku, Malcolm poprosił o kawałek szarlotki oraz filiżankę herbaty o cytrusowej mieszance. Pożegnał krótkim spojrzeniem stalowoszarych oczu opróżnione przez siebie naczynię, następnie ponownie skupił swą uwagę na rozmówcy. Czując jego baczny wzrok na swej twarzy, nie mógł się nie uśmiechnąć. W takich chwilach zaczyna poznawać, jak może czuć się ofiara.
- Czy to takie dziwne, że od czasu do czasu chcę się z tobą spotkać? - spytał niby urażony, jednak jego zadowolony wyraz twarzy nie sugerował oburzenia. Wolał nie kontynuować wątku w obecności kelnera, który przyniósł ich zamówienie. Aromat herbaty od razu uderzył w nozdrza Garrisona, przez co zmrużył aż oczy z przyjemności. Rzadko ostatnio miewał okazję, żeby rozkoszować się drobnostkami. W końcu chwycił za widelczyk i zgarnął kawałek ciasta, po czym włożył go do ust, powoli smakując zamówiony deser. Wcale nie spieszyło mu się z wyjaśnianiem powodu ich spotkania. Dopiero po przełknięciu kęsa zdobył się na chwilę namysłu.
- Dawno się nie widzieliśmy, więc musiałem coś z tym zrobić - odpowiedział wreszcie łaskawie, kierując wzrok na ciemne tęczówki mężczyzny. - Musisz być mocno zapracowany, skoro nie masz czasu dla starych znajomych.
Przełknął kolejny kęs szarlotki, następnie popił go cytrusową herbatą. Mogła się wydawać, że nie ma już nic do powiedzenia. Mylne wrażenie, z całą pewnością.
- W jakiej sprawie wezwała cię pani burmistrz? - spytał niby od niechcenia, jakby tak właściwie nie był zainteresowany odpowiedzią.
To była ważna informacja dla wszystkich radnych, jednak Malcolm był nią szczególnie zainteresowany. Absolutnie nie zamierzał komukolwiek zaszkodzić, chciał jedynie wiedzieć, czy nadchodzą jakieś zmiany. Poza tym, nie potrafiłby być całkowicie bezinteresowny nawet podczas towarzyskiego spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Gyokuro"   

Powrót do góry Go down
 
Herbaciarnia "Gyokuro"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
When no one knows your name :: Berkley :: Gastronomia & puby-