Port Berkley

IndeksFAQCalendarSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj


Share | 
 

 Port Berkley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
PARZYSTOKOPYTNY
PARZYSTOKOPYTNY
avatar


PisanieTemat: Port Berkley   Pon Lip 27, 2015 9:45 pm




Port nie jest jednym z największych, o których można mówić z dumą. Cumują tutaj mniejsze statki lub transportowce, które dostarczają do Berkley materiały przemysłowe, bądź z innych miast egzotyczną żywność. Port mieści się na południu miasta, dokładnie piętnaście kilometrów za nim. Niedaleko brzegu mieszczą się hangary, fabryki, a także domki tutejszych rybaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZAMACHOWIEC
ZAMACHOWIEC
avatar


PisanieTemat: Re: Port Berkley   Pon Paź 05, 2015 4:19 pm

Dzień po niefortunnym wypadku w centrum Berkley, Eve postanowiła wybrać się autobusem na port. Musiała trochę odpocząć od miasta, a przy okazji odebrać przesyłkę, która zapewne już na nią czekała. Ba, od paru dni się tu wybiera.
Nie miała zbyt wielkich trudności z chodzeniem. Od, przy każdym kroku rana na udzie trochę ocierała się o spodnie, ale na szczęście założyła luźniejsze portki. Chwała temu, bo by chyba nie wytrzymała. Przed wyjściem z domu naćpała się trochę leków przeciwbólowych, bo wielki siniak na klatce piersiowej też robił swoje, dzięki temu mogła normalnie funkcjonować. W miarę. Wysiadłszy z busu, skierowała się od razu w stronę niewielkiej łodzi transportowej. Będąc zaraz na jej pokładzie, nie czuła się zbyt pewnie. Nie lubiła niestabilnego gruntu. Najlepiej czuła się na ziemi. Tak więc jej odwiedziny starego znajomego nie trwały długo. Odebrała małą paczuszkę od starszego mężczyzny. Zapytała się go jeszcze, czy ma jakieś wieści o Isaacu. Ten pokręcił ze smutkiem głową i wrócił do swojej roboty. Eve westchnęła. Z wolna zaczynała wierzyć, że mężczyzna, jej kochany mistrz, uciekł i ją zostawił. Albo zginął. Na jedno wychodzi. Została sama. Zagubiona jak w ciemności, niczym małe dziecko. Dalej nim była, do tej pory nie dorosła. Dlatego było jej z tym tak ciężko...
Nie chcąc jeszcze wracać, usadowiła się wygodnie na ławeczce, która stała tuż przy krawędzi portu. Przed nią nie znajdowała się żadna łódź, więc widok miała całkiem niezły. Ściskała paczuszkę w dłoniach. Wiedziała, co w niej jest. Zamówiony przez nią i specjalnie dla niej wykonany, sztylet wysokiej jakości. Mocno się na niego szarpnęła, ale go potrzebowała. Westchnęła znowu i odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając w nieco pochmurne niebo. Co ma robić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LIDERKA SOA
LIDERKA SOA
avatar


PisanieTemat: Re: Port Berkley   Pon Paź 05, 2015 7:17 pm

Odpowiedź na to pytanie nadchodziła właśnie z drugiej strony szerokiego przejścia przy wodzie, postukując dość donośnie obcasami. Zbliżyła się do kolejnej przy Eve ławce, lecz nie zajęła miejsca; zamiast tego niemalże rzuciła swoją torbę na deski i zaczęła ją przeglądać z groźną miną i brwiami wygiętymi w gniewne łuki, tak biedny przedmiot zawinił jej czymś naprawdę paskudnym. Po chwili wyprostowała się i usiadła koło niej, gwałtownym ruchem wyciągając z kieszeni płaszcza telefon komórkowy. Dosłownie zerknęła na niego i po chwili znowu zacisnęła powieki w wyrazie kompletnej, bezradnej złości. Rozładował się. Nie była nawet zaskoczona, chociaż przecież wiedziała, że dzisiaj wychodzi i ładowała go całą noc. Ten konkretny model uraczył ją już przez ostatnie lata wieloma problemami z baterią, ale — przez wzgląd na zwykłe, błahe przywiązanie — Audrey nie chciała zmienić go na żaden inny. Cóż, tak przynajmniej odpowiedziałaby, zapytana, aż do wczoraj — dzisiaj bowiem zawiódł ją o ten jeden jedyny raz za dużo.

Wypuściła ze świstem powietrze. Nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie zapomniała wziąć z domu dokumentów. Bez nich nawet nie miała co iść do mieszkającego w pobliżu klienta, a teraz nie mogła i zadzwonić do syna, żeby sprawdził, czy aby na pewno zostały w domu, czy też może niezwykle uważna dziś Audrey (jakimś cudem) zgubiła je po drodze. Ba, nie wiedziała nawet, która godzina. Ale temu można było akurat łatwo zaradzić.

Zerknęła na siedzącą koło niej dziewczynę i wzdrygnęła się lekko, rozważając szybko w myśli, czy informacja o czasie jest jej aż tak niezbędna — wyglądała ona tak, jakby nawet nigdy nie stała w pobliżu niepodejrzanego człowieka. Wewnętrzny głosik już karcił Audrey za takie niesprawiedliwe ocenianie innych po wyglądzie, ale szybko go uciszyła. Nie była fanką zadawania się z nieznajomymi, przynajmniej nie w tym mieście. Zwłaszcza z nieznajomymi, do których wizerunku najlepiej pasowałby brudny bejsbol albo nóż.

Wstała i zarzuciła sobie torbę na ramię z cichym westchnieniem. Co tu zrobić, wróci do domu i zadzwoni do pana Durrowa, że przyjdzie do niego w innym terminie. Normalnie nawet nie fatygowałaby się sama, ale znała tego mężczyznę od wielu lat i już długo nie mieli okazji usiąść i porozmawiać na spokojnie.

Od razu potem skierowała się w stronę, z której przyszła i — wierzcie mi! — naprawdę próbowała nie patrzeć na rudowłosą dziewczynę, ale jej ciekawość zwyciężyła i Audrey poczuła, jak samowolnie zaciska wargi.

Była blada, jakby chora, w każdym razie na pewno nieszczęśliwa. I zaskakująco ładna, a przynajmniej swobodnie na tyle, by przykuć uwagę kobiety na dłużej. No i co z tego? Audrey mogła bezproblemowo przejść dalej i wrócić do myślenia o własnych problemach. Zresztą po części tak właśnie zrobiła, nie zatrzymała się przecież tuż przed dziewczyną, żeby na nią popatrzeć, przeszła dalej. Po prostu po kilku kolejnych krokach zatrzymała się i wróciła.

Przepraszam — zaczęła spokojnie, choć tonem, któremu daleko było do jakiejkolwiek faktycznej skruchy. — Wszystko w porządku?

Troska podyktowana jedynie ładną buźką osoby potencjalnie cierpiącej? Czemu nie. W końcu było to jedynie taktowne, uprzejme pytanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZAMACHOWIEC
ZAMACHOWIEC
avatar


PisanieTemat: Re: Port Berkley   Pon Paź 05, 2015 8:59 pm

Zaczęła marznąć. Mogłaby dać się zabić za pewność, że gdyby Isaac tu był, na pewno powiedziałby jej teraz, żeby sobie bluzę zapięła czy coś. Z bliznami tu i ówdzie i z niezbyt przyjemnym wyrazem twarzy nie wyglądał na troskliwego tatuśka. Jednak Eve znała go od tej lepszej strony. Opiekuńczy, z naprawdę wielkim poczuciem humoru były mafiozo, który nigdy nie powiedział dobrego słowa obcej osobie (tak, bardzo pozytywny człowiek). Ale Evci tak, jak najbardziej. W sumie to jest to typ podobny do niej - zamknięty, ale z czasem jak się przyzwyczai, to się otwiera. Jakby dziewczyna nie znała swojej przeszłości, to by powiedziała, że to jej rodzony ojciec. To byłoby zaiste bolesne.
Żałowała, że nie wzięła jakiejś książki, żeby umilić sobie czas. Przez ostatnie dwa miesiące żyła z dnia na dzień, czasami całe dnie spędzając w domu, by tępo wpatrywać się w drzwi wejściowe z nadzieją, że zaraz wejdzie przez nie Isaac. Uzależniła się od niego. Nic dziwnego, naprawdę nie miała nikogo więcej, jak tylko jego. Z myśli wyrwał ją dziwny dźwięk, coraz głośniejszy. Stukanie obcasów. Pochyliła łeb do przodu, aż ją szyja zabolała. Masując się po karku, spojrzała prosto na nieznajomą kobietę, która właśnie rozpoczęła poszukiwania jakiegoś znienawidzonego właśnie przedmiotu w swojej torebce. Wzdrygnęła się mimowolnie. Kobiece torebki to jedne, zakichane czarne dziury. To jest udowodnione naukowo, tak. Odwróciła wzrok w stronę wody, ale kątem oka obserwowała poczynania nieznajomej. W końcu jakieś zajęcia. Obserwacja. Lubiła to robić. Czemu? Nie potrafiła tego do końca wyjaśnić, ale w pewien sposób ją to odprężało i pozwalało zapomnieć o własnych problemach. Wiecie, całe to zgadywanie kim jest przechodzeń, próby dostrzeżenia jakiś znaczących szczegółów, które dadzą jej do tego podpowiedzi. To było fajne! Tak, jest dziwna. Ale co z tego, jak się dobrze bawi?
Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Nieznajoma wyglądała na nadzwyczaj niezadowoloną ze swojego telefonu. Wcale nie cieszyła się z tego faktu! Ale taka zdenerwowana... Nie, nie tylko taka. Ogółem wyglądała niczego sobie. Oho, chyba odzywa się w Eve jej zboczona cząstka. Ćśś. Kobieta spojrzała w tę stronę, to też ruda udała, że fascynują ją mewy nieopodal. I w sumie na krótką chwilę przyciągnęły jej uwagę, bo walczyły o kawałek chleba. Dwa małe bojowniki. Urocze. O, jeden wygrał i odleciał. A drugi smętnie poleciał za nim. Kątem oka zaobserwowała ruch. Kobieta wstała i zaczęła iść tuż przed rudą. Minęła ją, a Eve westchnęła bezradnie. W sumie przez chwilę zastanawiała się, czy by nie zagadać. No trudno, nieśmiałość i trudność w nawiązywaniu kontaktów znowu zwyciężyły. Sięgnęła do kieszeni po telefon. Co tam ciekawego w wielkim świecie? Już miała wejść w internet, gdy usłyszała nad sobą kobiecy głos. Szczerze zaskoczona, aż drgnęła i upuściła komórkę na ziemię. Spojrzała w górę, na twarz nieznajomej, która chwilę temu była na sąsiedniej ławce. Soczyście zielone ślepia próbowały zrozumieć, czego ona chce, ale prócz tego wyrażały czystą ciekawość.
- Tak, tak myślę - odparła, marszcząc rude brwi. Dobra, wyglądała na nieco osłabioną, ale nie sądziła, że aż tak bardzo, by ktoś podchodził i się o to pytał. Zaraz przypomniało się naszej kochanej Eve, że przecież jej drogi w cholerę telefon leży i opala się na betonie. Pochyliła się na siedząco i to był największy błąd tego dnia. Siniak na jej klatce piersiowej tego nie polubił i uznał, że jak już efekt leków przeciwbólowych zaczął słabnąć, to da Evci popalić za te nierozważne, dzikie ruchy. Dziewczyna syknęła i zamarła na moment w niecodziennej pozie. Chwyciła komórkę i powoli się wyprostowała. Odetchnęła. Ból minął. Czyli nie możemy się pochylać, ok, już wiemy. Spojrzała ponownie na kobietę, z lekka zażenowana sytuacją.
- Boli tylko trochę, serio. - burknęła niepewnie. Wolała dmuchać na zimne, bo jak znowu kolejna osoba będzie ją chciała wysłać do szpitala, to chyba pójdzie się pociąć mydłem. Na polikach rudowłosej pojawiły się delikatne rumieńce z zawstydzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Port Berkley   

Powrót do góry Go down
 
Port Berkley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
When no one knows your name :: Poza Berkley :: Port-